JoomlaWatch Stats 1.2.9 by Matej Koval
Start >>> KANDYDAT >>> Życiorys >>> Artykuły w etykiet: Wrocławski Komitet Patriotyczny

PostHeaderIcon Życiorys Jarosława Kaczyńskiego

czwartek, 04 kwietnia 2013 16:57

Podwójne alibi : Komorowski i Kaczyński

http://3.bp.blogspot.com/-QLP1lGXIB4g/UV2fIvq1iRI/AAAAAAAAAIo/yUOau93CxXA/s1600/komorowski-kaczynski.jpg

 


Przez internet przetoczyła się kolejna afera związana z obecnym prezydentem. Mianowicie ktoś udowodnił p. Komorowskiemu, iż nie ma prawa używać tytułu hrabiowskiego. Wywołało to burzę zarówno w opozycyjnych, jak i niezależnych platformach internetowych. Po tych wydarzeniach ze stron internetowych powiązanych z p. Komorowskim zniknęły informacje, iż posiada on tytuł hrabiowski. Dziwne? No właśnie.

cyt: „Anna Komorowska do dziś nie doczekała się poważnej biografii, chociaż jej historia jest fascynująca. Jej rodzice to funkcjonariusze MBP, a później MSW, zwolnieni w 1968 r. na fali haniebnych antysemickich czystek, do końca działali w PZPR. Ona sama była harcerką?Czarnej Jedynki? i wyszła za mąż za Bronisława Komorowskiego, silnie wówczas związanego z opozycją i Kościołem.
(…)

Znacznie więcej informacji jest w dokumentach, które znajdują się w Instytucie Pamięci Narodowej iw Archiwum Akt Nowych.

Wolf i Estera Rojer – dziadkowie Anny Komorowskiej ze strony matki – przed wojną mieszkali w Warszawie.24 stycznia 1929 r. urodziła im się córka – Hana Rojer, matka Anny Komorowskiej. 

Urodziłam się w Warszawie. Do 1939 roku chodziłam do szkoły powszechnej w Warszawie, przerwałam z powodu wybuchu wojny. Rodzice moi trudnili się rzeźnictwem. Po śmierci rodziców (ojciec zmarł w 1942 w Otwocku) matka za nielegalny handel została rozstrzelana w 1943. Byłam wtedy dzieckiem niemającym i prawie nieznającym nikogo.Zainteresowali się mną znajomi rodziców, którzy zabrali mnie do siebie i wyrobili mi potrzebne dokumenty? - pisała w swoim życiorysie, który złożyła w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, matka obecnej Pierwszej Damy.” źródło

Gdzie jest więc tych 4,7 milionów ludzi? Rozwiązaniem tej ”zagadki” jest to, iż wielu z nich żyje dziś pod nazwiskami zmienionymi na polsko brzmiące. Przykładem jest właśnie pierwsza dama, Anna Komorowska. 

Wracając do meritum: Donald Tusk  bądź inny członek rządu (naprawdę, nie rozróżniam już tych marionetek) przebąkiwał coś o radykalnym ukróceniu ”antysemityzmu” i walkę z nim. W świetle tego, co pisałem w poprzednim tekście na temat cenzury internetu, budzi to zrozumiałe obawy. „Antysemityzm”, zwłaszcza ten w pojęciu syjonistów to słowo – wytrych. To łatka, która jest w stanie zniszczyć każdego, kto krytykuje nawet najbardziej niegodziwe czyny syjonistów/żydów.

- pochodzenie żydowskie;
- zmienione nazwisko na polsko brzmiące;
- przeszłość komunistyczna;
- współpraca ze służbami PRL i jej kontynuatorki, III RP;
- należenie do lóż masońskich i współpraca z globalistami;
- fakt sponsorowania danych partii przez obce ręce;
- powiązania polityków na styku polityka / mafia / biznes / wymiar (nie)sprawiedliwości;
- łamanie standardów cywilizowanego państwa.


1. Sekret(y) rodziny Komorowskich. Jak zapewne wszyscy wiemy, podczas kampanii wyborczej w wyborach na Prezydenta Polski Bronisław Komorowski kładł w mediach duży nacisk na rzetelność informacji ws. swojej rodziny. Czy naprawdę tak było? Pierwszym zwiastunem, iż coś jest nie tak było to, iż z sieci zaczęły znikać wszelkie  informacje o dzieciach prezydenta Komorowskiego. Dlaczego znikały? Prawdopodobnie dlatego, iż były tam wzmianki o powiązaniach dzieci Komorowskiego z instytucjami powiązanymi lub sponsorowanymi przez George Sorosa, współtwórce „nowego ładu” światowego. Informacje te zamieścił serwis internetowy telewizji TVN 24, jednak sztab wyborczy szybko na to zareagował, ganiąc nieprawomyślnych dziennikarzy.  Ale najlepsza część tekstu dopiero przed nami. Otóż wszystko wskazuje na to, iż podczas kampanii wyborczej rozmyślnie zatajono pochodzenie małżonki p. Komorowskiego, pierwszej damy. Oto wykres drzewa genealogicznego:

http://4.bp.blogspot.com/-ms-pNchtRuE/UV2XTwYHcSI/AAAAAAAAAIc/ofcj4YbpqI4/s1600/tajemnica_komorowskich_2.jpg


Od siebie dodam, iż ta sprawa wywołała burzę wśród naszej klasy politycznej. Opozycjonistom i niezależnym zarzucano, iż nie powinni dociekać przeszłości pierwszej damy. I rzeczywiście, wokół tej tematyki panuje dziwna zmowa milczenia. Dla przykładu: mnie, jak byłem dzieckiem, uczono w szkołach, iż w Oświęcimiu, w obozie koncentracyjnym zginęło 6 (sześć) milionów ludzi. Dziś na oficjalnej stronie Muzeum Auschwitz jest napisane, iż zginęło tam około 1,3 miliona ludzi – link do tej informacji tutaj (strona oficjalna Muzeum).

Jednak to nie koniec kontrowersji na temat naszych polityków. Okazuje się bowiem, że rodziny Komorowskich i Kaczyńskich mogą być ze sobą spokrewnione. Donosi o tym m.in. Tomasz Urbaś, redagujący słynnego bloga w domenie onet.blog:

cyt: „W czasie Powstania Warszawskiego Rajmund Kaczyński ojciec Jarosława i Lecha został opatrzony przez ciotkę Bronisława Komorowskiego Helenę Wołłowicz. Trzy tygodnie później Helena Wołłowicz uratowała życie Rajmundowi, wyciągając go z mieszkania w którym zaraz po ich wyjściu wybuchł pocisk. Niezależne wystąpienie obu przypadków, w krótkim okresie czasu jest mało prawdopodobne, co naprowadza na istnienie więcej niż przypadkowych związków rodzin Komorowskich i Kaczyńskich, których z braku podstaw źródłowych nie będziemy dociekać.

Ile jeszcze tajemnic kryją życiorysy polityków, którzy władają naszym krajem? Ile jeszcze wyjdzie na światło dzienne? Myślę, że jest ich więcej niż myślimy. Najczęściej są to:

- pochodzenie żydowskie;

- zmienione nazwisko na polsko brzmiące;

- przeszłość komunistyczna;

- współpraca ze służbami PRL i jej kontynuatorki, III RP;

- należenie do lóż masońskich i współpraca z globalistami;

- fakt sponsorowania danych partii przez obce ręce;

- powiązania polityków na styku polityka / mafia / biznes / wymiar (nie)sprawiedliwości;

- łamanie standardów cywilizowanego państwa.

Zapewne znalazło by się kilka innych sfer, gdzie najczęściej kryją się sekrety. Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński.

W czasie Powstania Warszawskiego Rajmund Kaczyński ojciec Jarosława i Lecha został opatrzony przez ciotkę Bronisława Komorowskiego Helenę Wołłowicz. Trzy tygodnie później Helena Wołłowicz uratowała życie Rajmundowi, wyciągając go z mieszkania w którym zaraz po ich wyjściu wybuchł pocisk. Niezależne wystąpienie obu przypadków, w krótkim okresie czasu jest mało prawdopodobne, co naprowadza na istnienie więcej niż przypadkowych związków rodzin Komorowskich i Kaczyńskich, których z braku podstaw źródłowych nie będziemy dociekać.

Sięgnijmy głębiej w przeszłość rodzin kandydatów. Rodzina Bronisława Komorowskiego uważa się za krewniaków Komorowskich herbu Korczak, dawnych właścicieli Żywiecczyzny. Tymi związkami Bronisław szczycił się do czasu pojawienia się wątpliwości, co do tytułu hrabiowskiego. W polskojęzycznych wersjach jego życiorysu związki rodziny Bronisława z Żywiecczyzną (tytuł hrabiowski) zostały zepchnięte na daleki plan, ale występują nadal np. w życiorysie jego ojca Zygmunta. Eksponowane są również (wg stanu na dzień 1 lipca 2010 r.) w angielskojęzycznychniemieckojęzycznych wersjach życiorysu Bronisława Komorowskiego.

Za czasów króla Władysława Warneńczyka (1434-1444) część rodu Komorowskich herbu Korczak przeniosła się na Węgry (E. Janota, Wiadomość historyczna i geograficzna o Żywiecczyźnie, Żywiec 2008, s. 36). W 1469 r. król Węgier Maciej Korwin nadał Piotrowi Komorowskiemu tytuł hrabiego Liptowa i Orawy. W 1474 r. Maciej Korwin wygnał Piotra Komorowskiego wraz z rodziną z Węgier, jako sprawcę zamieszek. W uznaniu wcześniejszych zasług król polski Kazimierz Jagiellończyk (1447-1492) darował Komorowskiemu Żywiecczyznę, gdzie rodzina osiedla się (A. Komoniecki, Chronografia albo dziejopis żywiecki, Żywiec 2005, s. 45). Po śmierci Piotra majątek odziedziczył jego stryjeczny brat Mikołaj, który w 1477 r. zdradził Polskę oddając ziemię żywiecką Maciejowi Korwinowi oraz prowadząc negocjacje z Krzyżakami (A. Komoniecki, Chronografia albo dziejopis żywiecki, Żywiec 2005, s. 51; E. Janota, Wiadomość historyczna i geograficzna o Żywiecczyźnie, Żywiec 2008, s. 39).

Z rozkazu króla Kazimierza Jagiellończyka wojska polskie wkroczyły na Żywiecczyznę i spaliły Żywiec oraz zamek na górującym nad miastem Grojcu. Mikołaj nie uzyskując pomocy u Macieja Korwina, ponownie wyprosił łaskę króla polskiego, który pozostawił mu nadanie Państwa Żywieckiego.

Komorowscy władali Żywiecczyzną prawie dwieście lat. Ostatnim jej właścicielem z tego rodu był od 1608 r. nomen omen Mikołaj Komorowski. Łamał przywileje mieszkańców, najeżdżał sąsiadów, nasyłał płatnych morderców, na żywieckim zamku uruchomił fałszerską mennicę (E. Janota, Wiadomość historyczna i jeograficzna o Żywiecczyźnie, Żywiec 2008, s. 54; Z. Rączka, Żywiec. Rys historyczny od powstania miasta do 1918 r., Żywiec 1997, s. 30). Zgubiło go zaciąganie potężnych długów, które przewyższyły wartość majątku. Wierzycielom przysądzono w zamian długu całą Żywiecczyznę. Mikołaj Komorowski uciekł w czasie oblężenia zamku żywieckiego przez wierzycieli i sprzedał dobra żywieckie królowej Konstancji celem spłaty zobowiązań. Ponadto od króla Zygmunta III Wazy (1587-1632) dostał w rozliczeniu starostwo nowotarskie. Na Podhalu Komorowski rozpoczął łamanie praw sołtysów. W 1631 r. w czasie oblężenia przez górali Nowego Targu Komorowski uciekł do Wadowic. Zmarł w 1633 r. jako sołtys (Janota, Wiadomość historyczna i jeograficzna o Żywiecczyźnie, Żywiec 2008, s. 55).

Rodzina Bronisława Komorowskiego wywodzi się z Litwy, gdzie do XIX w. Komorowscy  posługiwali się herbem Dołęga odmieniona. Parcie litewskich Komorowskich na tytuły było tak wielkie, że wykorzystali oni fakt małżeństwa w 1894 r. Stefana Karola Komorowskiego herbu Dołęga odmieniona z hrabianką Jadwigą Korczak-Komorowską i uzyskalipotwierdzenie prawa używania herbu Korczak i tytułu hrabiego przez litewskich Komorowskich wbrew zasadzie dziedziczenia herbu po ojcu, a na dodatek z mocą wsteczną w stosunku do poprzednich pokoleń litewskich Komorowskich. Było to poświadczenie nieprawdy, nierzadkie w biurokracji austriackiej. Ukuto wówczas pojęcie „kopertowego hrabiego”.

Rajmund Kaczyński (1922-2005), ojciec Lecha i Jarosława od 1927 r. mieszkał w Baranowiczach na obecnej Białorusi w których ok. 50 % mieszkańców stanowili Żydzi. Ojciec Rajmunda Aleksander był naczelnikiem na węźle kolejowym, a matka Franciszka z domu Świątkowska wywodząca się spod Oddesy prowadziła pośrednictwo w obrocie nieruchomościami. W Baranowiczach kupili dwa domy, sad i las. Z tych samych ziem, co babcia Lecha i Jarosława wywodził się Wilhelm Świątkowski (ur. 1919), pułkownik Armii Czerwonej i Ludowego Wojska Polskiego, łamiący praworządność prokurator, a w latach 1950-1954 prezes Najwyższego Sądu Wojskowego w Warszawie. W 1954 r. powrócił do ZSRR.

Mimo członkowstwa w Armii Krajowej oraz udziału w Powstaniu Warszawskim Rajmund Kaczyński zrobił w komunistycznej Polsce karierę zawodową. W 1947 r. ukończył Politechnikę Łódzką. Mieszkał na ekskluzywnym Żoliborzu. Pracował w Państwowych Zakładach Optycznych, Społecznym Towarzystwie Budowlanym, wykładał na Politechnice Warszawskiej termodynamikę, a następnie inżynierię sanitarną. Uczestniczył w szkoleniach w Anglii i Holandii, a w 1965 r. był na kontrakcie w Libii. Z uwagi na przeszłość AK-owską jego kariera jest raczej niezwykła. Rodzi to wiele domysłów. Istnieje jeden szczegół z oficjalnej biografii Rajmunda, który pozwala postawić odpowiedzialną hipotezę.

W 1956 r. Skarb Państwa przekazał Stanom Zjednoczonym nieruchomość przy al. Ujazdowskich na nową ambasadę. Istniejący tam pałac został wyburzony, a na jego miejscu po 1963 r. zbudowano obecny gmach ambasady. Projektantem instalacji sanitarnych w budynku ambasady był Rajmund Kaczyński.

Z bardzo wysokim prawdopodobieństwem stawiamy hipotezę, że Rajmund Kaczyński wykonując projekt był prowadzony przez wywiad i to z uwagi na dysponenta budynku (USA) być może wywiad radziecki. Prawdopodobieństwo nie wykorzystania przez służby specjalne bloku komunistycznego budowy ambasady wrogich Stanów Zjednoczonych do zainstalowania środków techniki operacyjnej jest znikome.

Powodzeniu w życiu zawodowym Rajmunda towarzyszyło szczęście rodzinne. W 1948 r. ożenił się z Jadwigą Jasiewicz, która w 1949 r. urodziła bliźniaków Lecha i Jarosława. Rodzice braci Kaczyńskich być może znali się już z Baranowicz, gdzie Rajmund uczęszczał do gimnazjum z bratem stryjecznym Jadwigi.

Lech i Jarosław wychowali się w środowisku tolerancyjnym wyznaniowo. Zostali ochrzczeni w wierze katolickie. Ich matkami chrzestnymi były siostry bliźniaczki LudwikaZofia Woźnickie. LudwikaZofia (prawdziwe nazwisko Wicher) zostały uratowane z getta warszawskiego. W latach osiemdziesiątych w odstępie kilku lat obie popełniły samobójstwo.

Sądzimy, że kariera braci Kaczyńskich m.in. w filmie w czasach komunistycznych (1962 r.) ma swe źródła w hipotetycznej współpracy ojca Rajmunda z wywiadem komunistycznym, otwarciu rodziny na środowisko żydowskie oraz karierze ich prawdopodobnego krewnego płk. Wilhelma Świątkowskiego w wojskowym wymiarze sprawiedliwości w czasach stalinowskich. Być może te okoliczności były źródłem dystansu Lecha Kaczyńskiego do ojca Rajmunda.

Po co grzebać w historii? Szukać sensacji? Oczerniać? Za czyny przodków ich potomkowie nie odpowiadają.  Znajomości historii pozwala nie powtarzać kosztownych błędów. Zwłaszcza w skali państwowej. Czy wydatki przewyższające dochody zniknęły? Czy zadłużanie zniknęło? Czy łamanie praw obywateli przez rządzących to przeszłość? Czy sprzedaż majątku pod naporem wierzycieli to historia? Czy zarzut zdrady to martwa norma kodeksu karnego? Czy szantaż ujawnieniem powiązań ze służbami specjalnymi to science fiction? Czy okłamywanie wyborców na temat swojego pochodzenia to uprawniony polityczny marketing? Bronisława Komorowskiego i Jarosława Kaczyńskiego łączy tajemnica historii własnych rodzin. Ich decyzją tajemnica ukrywana, wstydliwa, sekretna. Kto nie uporał się z przeszłością, nie może swobodnie myśleć o przyszłości…

 

http://zdekonspirowani.blogspot.com/2013/04/podwojne-alibi-komorowski-i-kaczynski.html

Opublikowane w Ogłoszenia

 

 

Sąd Najwyższy oraz Biuro Analiz Sejmowych nie zgłasza zastrzeżeń związanych z projektem ustawy, która umożliwia wezwanie do Polski funkcjonariuszy obcych państw na pomoc. Portal wPolityce.pl ujawnia treść opinii prawnych, które zostały dołączone do projektu.

 

Okazuje się, że zgoda na działalność formacji z krajów trzecich oraz stosowanie przez funkcjonariuszy m.in. środków przymusu bezpośredniego oraz używanie broni palnej nie jest niebezpieczna.

Wśród instytucji opiniujących projekt jest m.in. Sąd Najwyższy. Do jego kompetencji należy m.in. sprawowanie nadzoru nad działalnością sądów powszechnych i wojskowych oraz opiniowanie projektów ustaw. W opinii Sądu Najwyższego dotyczącej omawianego projektu ustawy czytamy jedynie lakoniczne stwierdzenie:

W odpowiedzi na pismo z dnia 30 stycznia 2013 r., GMS-WP-173-34113 uprzejmie informuję, że Sąd Najwyższy nie zgłasza uwag do rządowego projektu ustawy o udziale zagranicznych funkcjonariuszy lub pracowników we wspólnych operacjach lub wspólnych działaniach ratowniczych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Podobnie projekt ocenił autor analizy prawnej przygotowanej przez Biuro Analiz Sejmowych. BAS stwierdza, że oceniany "projekt nie budzi zastrzeżeń natury legislacyjnej".

BAS na wstępie swojej analizy podaje w wątpliwość oficjalną motywację wprowadzenia zmian. Zaznacza, że nie są one konieczne. Biuro przyznaje bowiem, że do tej pory nie ma w polskim prawie podobnych regulacji, ale nie oznacza to, że "przedmiotowe‭ ‬działania‭ ‬nie mogą mieć w‭ ‬Polsce‭ ‬miejsca".

‬Działania‭ ‬takie‭ ‬mogą być‭ ‬faktycznie‭ ‬podejmowane i realizowane‭ ‬m.in.‭ ‬na podstawie‭ ‬aktów prawa międzynarodowego,‭ ‬przede wszystkim‭ ‬dwustronnych porozumień zawieranych‭ ‬z państwami‭ ‬sąsiednimi

- czytamy w opinii.

Po co zatem rząd forsuje niebezpieczne dla Polski i Polaków zmiany? BAS tłumaczy - zaprzeczając sam sobie - na wstępie, że chodzi o przystosowanie polskiego systemu prawnego do wymogów prawa unijnego.

Jednak, jak zaznaczał poseł Andrzej Jaworski na posiedzeniu komisji spraw wewnętrznych, poświęconym opisywanemu projektowi, poza Polską żaden kraj UE nie ma tak niebezpiecznego projektu:

W momencie, kiedy otrzymałem ten druk, rozpocząłem starania o sprawdzenie, jak wygląda ta sprawa w innych krajach europejskich. Miałem przyjemność tydzień temu gościć w Parlamencie Europejskim i rozmawiać z politykami z różnych krajów i różnych frakcji i żaden z polityków, z którymi rozmawiałem, nie miał świadomości, iż jakakolwiek dyrektywa unijna czy jakiekolwiek prawo unijne ma pozwolić, aby obce służby specjalne czy obce organy policji uczestniczyły w działaniach, jak to jest zapisane w art. 2 ust. 1 pkt b), w związku ze zgromadzeniami, imprezami masowymi lub podobnymi wydarzeniami. Osoby, z którymi rozmawiałem, a które pracują w komisjach sprawiedliwości i praw człowieka, podnosiły, tak jak i ja podniosłem w interpelacji, którą wysłałem do premiera, iż są to przepisy tak daleko idące i tak niebezpieczne, jeżeli chodzi o prawa wolnościowe w Polsce, że – moim zdaniem – a także zdaniem polityków unijnych, nie powinny w ogóle być rozważane.

Takie same opinie wyrażali eksperci, prawnicy oraz komentatorzy, z którymi rozmawiał portal wPolityce.pl.

M.in. z tych opinii wynika jasno, że proponowany projekt zmian jest groźny i naraża Polskę oraz Polaków na wiele niepokojących działań np. służb specjalnych państw trzecich.

Jednak wydaje się, że Platforma Obywatelska chce te rozwiązania przeforsować. Projekt ustawy został bowiem skierowany do specjalnej podkomisji, w której PO zażądała aż 5 z 11 miejsc. Taki rozkład oznacza, że Platforma będzie mogła przeforsować zmiany. Opinia BAS daje jej niestety do tego pełne prawo. W dokumencie stworzonym przez BAS ustawa wciąż jest przedstawiana jako pomoc dla Polski. Kwestie zagrożeń są marginalizowane.

Biuro Analiz Sejmowych stworzyło specjalny rozdział poświęcony "Uprawnieniom ‬funkcjonariuszy państw obcych", w którym stwierdza się, że korzystanie z niektórych "uprawnień budzić może‭ ‬pewne‭ ‬kontrowersje i‭ ‬obawy". W tym kontekście wymienia się m.in. stosowanie środków przymusu bezpośredniego oraz broni palnej.

Daleko‭ ‬ważniejsze‭ ‬od uprawnień wskazanych powyżej‭ ‬jest uregulowanie‭ ‬w projekcie‭ ‬zasad‭ ‬korzystania‭ ‬przez‭ ‬zagranicznych funkcjonariuszy biorących udział we wspólnych operacjach‭ ‬z‭ ‬broni palnej,‭ ‬materiałów‭ ‬pirotechnicznych,‭ ‬czy stosowania środków przymusu bezpośredniego.‭ (...) ‬Wydaje się,‭ ‬że projekt w sposób racjonalny‭ ‬podchodzi do tych zagadnień wprowadzając pewne‭ ‬mechanizmy zabezpieczające

- pisze BAS.

Wskazuje, że zakres uprawnień dotyczących możliwości użycia broni palnej przez funkcjonariusza obcych państw jest nieco węższy niż ten dotyczący działań polskiego funkcjonariusza. Jednak różnica wydaje się być symboliczna:

Polski funkcjonariusz może użyć broni palnej‭ ‬nie tylko‭ ‬w celu odparcia bezpośredniego i bezprawnego zamachu na życie,‭ ‬zdrowie lub wolność policjanta lub innej osoby,‭ ‬ale‭ ‬również‭ ‬w celu przeciwdziałania czynnościom zmierzającym bezpośrednio do takiego zamachu.‭ ‬W świetle postanowień projektu funkcjonariusz zagraniczny‭ ‬będzie mógł natomiast użyć broni jedynie w pierwszej ze wskazanych sytuacji.‭ (...) Projekt przewiduje‭ ‬dodatkowe‭ ‬ograniczenie‭ ‬dopuszczalności‭ ‬korzystania ze środków przymusu bezpośredniego,‭ ‬broni palnej i materiałów pirotechnicznych.‭  Otóż będą one mogły‭ ‬być stosowane jedynie pod‭ ‬dowództwem‭ ‬polskiego funkcjonariusza‭ ‬i‭ ‬tylko‭ ‬w‭ ‬jego‭ ‬obecności.‭ ‬Polski funkcjonariusz‭ ‬ma być‭ ‬więc gwarantem,‭ ‬że‭ ‬przyznane uprawnienia‭ ‬nie‭ ‬zostaną przekroczone.

BAS stwierdza jednocześnie, że zapis o obowiązkowym szkoleniu dla funkcjonariuszy służb z krajów obcych jest wystarczającym zabezpieczeniem.

To gwarantować ma,‭ ‬że działania‭ ‬funkcjonariuszy zagranicznych pozostawać‭ ‬będą‭ ‬zgodne z prawem polskim

- wskazuje BAS.

Jedynym budzącym wątpliwości Biura zapisem jest możliwość odstąpienia od szkolenia dla funkcjonariuszy obcych służb. Z drugiej jednak strony BAS zaznacza, że być może jest to rozwiązanie zasadne w niektórych sytuacjach:

Uznać‭ ‬jednak‭ ‬trzeba,‭ ‬że‭ ‬precyzyjne i wyczerpujące wskazanie sytuacji, w których dopuszczalna‭ ‬byłaby rezygnacja ze szkolenia‭ ‬stanowić‭ ‬by mogło‭ ‬w konkretnych stanach faktycznych przeszkodę‭ ‬dla‭ ‬natychmiastowego podjęcia działań‭ ‬porządkowych i ratowniczych‭ ‬przez właściwe służby,‭ ‬co pozostawałoby‭ ‬w sprzeczności z celem opiniowanego projektu ustawy.

Biuro Analiz Sejmowych swój wywód kończy stwierdzeniem, że "projekt nie budzi zastrzeżeń natury legislacyjnej".

Wydaje się, że opinia BAS nie rozwiewa jednak wątpliwości związanych z projektem. Nie odnosi się np. w ogóle do zagrożeń związanych ze zgodą na działanie operacyjne służb w Polsce. Na ten aspekt sprawy zwracał uwagę były szef CBA Mariusz Kamiński w czasie posiedzenia komisji spraw wewnętrznych:

Na mocy tej ustawy funkcjonariusze państw obcych na terytorium Polski będą mogli używać środków przymusu bezpośredniego i zatrzymywać obywateli polskich. Czy może pan podać przykład istnienia jakiegoś krajowego ustawodawstwa na świecie – bo przecież to nie dotyczy tylko funkcjonariuszy państw UE, ale również innych państw – gdzie funkcjonariusze państwa polskiego na mocy właśnie tego typu ustawy mogą zatrzymywać, stosować środki przymusu bezpośredniego, a nawet legalnie używać broni, interweniować wobec obywateli innego państwa na terytorium tego państwa? Nie chodzi mi oczywiście o misje pokojowe czy tego typu wydarzenia. Dla mnie jest to zupełnie niepojęte i niebywałe. A jeśli mówi pan, panie ministrze, że ta ustawa nie przewiduje współpracy operacyjnej, działań operacyjnych, to sam pan sobie zaprzecza. Podaje pan przykład funkcjonariuszy, którzy działają pod przykryciem w trakcie zagranicznych imprez masowych – oni wykonują właśnie czynności operacyjne. Jeśli mówimy o ABW, która formalnie jest służbą specjalną, panie ministrze, to wiadomo, że chodzi o współpracę operacyjną. Ta ustawa otwiera drogę funkcjonariuszom służb specjalnych innych państw, wcale nie UE, tylko innych państw, do działań operacyjnych na terenie Polski – legalnych działań, również wobec obywateli polskich. Przecież nie ma tu mowy tylko o współpracy transgranicznej, tylko o narkotykach, ale jest to bardzo szeroki akt prawny, który przy złej woli otwiera pole do naprawdę potężnych nadużyć wobec naszych obywateli.

I wydaje się, że właśnie na taki projekt zgodę chcą dziś dać polskie władze. Cały aparat urzędniczy zdaje się wspierać ten projekt i dążyć do jego przyjęcia.

Co za tym stoi? Nieufność w polską policję? Strach przed manifestacjami coraz bardziej osłabianego przez rząd społeczeństwa? A może chęć wzmocnienia możliwości nacisku na polskie życie publiczne?

Pytania można mnożyć, szczególnie, że nikt nie wyjaśnił, dlaczego Polska ma przyjąć rozwiązania, które zagrażają Polsce i Polakom. Oficjalne tłumaczenia, jak się okazuje, nie są wystarczające.

Stanisław Żaryn

 

http://wpolityce.pl/wydarzenia/50439-ujawniamy-sad-najwyzszy-i-sejmowi-eksperci-nie-widza-nic-groznego-w-ustawie-o-pomocy-obcych-sluzb-jest-zielone-swiatlo-dla-regulacji

Opublikowane w Ogłoszenia

Rabini krytykują naukę o Biblii

 

 

Przez 30 lat izraelski biblista Menachem Cohen z telawiwskiego Uniwersytetu Bar Ilan pracował nad rewizją tekstów, by przygotować definitywnie poprawną wersję Starego Testamentu. Wolne od błędów tekstowych wydanie w opracowaniu Cohena liczy 21 tomów.

"To dzieło quasi-naukowe"

Nad naukową edycją Biblii hebrajskiej prowadzone są prace w ramach Biblijnego Projektu Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Wersja opracowana przez Cohena przeznaczona jest dla szerokiego odbiorcy, ponieważ nie zawiera aparatu krytycznego. Dlatego Rafael Zer, koordynator wydania przygotowanego przez Cohena nazywa je "quasi-naukowym". Uważa, że chociaż Cohen udostępnia odbiorcy dokładny tekst biblijny, "dzieje się to kosztem absolutnej dokładności i wymagań stawianych wydaniu absolutnie naukowemu".

Przy pomocy swego syna Szmula, programisty komputerowego, Cohen umieścił również w sieci wersję elektroniczną Tory i spodziewa się, że stanie się ona podstawowym źródłem dla uczniów w izraelskim systemie edukacji. Jest dumny szczególnie z wyszukiwarki, która pozwala nawet nowicjuszom na łatwe przeszukiwanie tekstu. Nazwał komputeryzację "trzecią rewolucją", ważną dla żydowskich pism, jaka nastąpiła po epoce zwojów poprzez oprawne księgi i wynalezieniu prasy drukarskiej.

ja, PAP
Opublikowane w Ogłoszenia
czwartek, 04 kwietnia 2013 13:41

Wielki rabin Francji plagiatorem!

Wielki rabin Francji plagiatorem!
Bernheim odbierający order Legii Honorowej; fot. Alain Azria

 

Gilles Bernheim przyznał w środę, że w książce „Czterdzieści medytacji żydowskich” popełnił plagiat. Zaprezentował fragmenty publikacji Jean-Francois Lyotarda jako własne. Przyłapali go blogerzy.

Do tej pory Bernheim zdecydowanie zaprzeczał takim oskarżeniom. Wreszcie na „podobieństwa” między książką rabina a „Devant la loi”, wywiadem-rzeka z Lyotardem, wskazał jeden z portali filozoficznych. Rabin zareagował wydając komunikat w którym stwierdził, że z braku czasu pracę nad publikacją zlecił… studentowi. Miał to być pierwszy i ostatni przypadek takiej „nierzetelności”. Wcześniej przekonywał, że podobieństwa wynikają z faktu, iż korzystał z wykładów filozofa już w latach 80-tych.

To nie koniec problemów. Po tym dalsze naruszenia praw autorskich zarzucił mu Jean-Noel Darde. Jak stwierdził, w książce rabina są kolejne zapożyczenia, w tym z książek Eliego Wiesela.

Gilles Bernheim (ur. 1952) został wybrany wielkim rabinem Francji w roku 2008. Poprzednio był rabinem jednej z paryskich synagog. Ostro skrytykował zniesienie ekskomuniki z biskupa Richarda Williamsona, pozostaje aktywnym uczestnikiem dialogu międzyreligijnego we Francji. W ostatnim czasie opowiedział się przeciwko projektowi francuskich socjalistów, instytucjonalizującemu związki osób tej samej płci.

 

http://www.pch24.pl/wielki-rabin-francji-plagiatorem-,13867,i.html#ixzz2PVB1SUgk

 

 


Jak rabin Bernheim papieża wykiwał


 

 

Do tej pory tylko raz wspomniałem o Wielkim Rabinie Francji, kiedy Gilles Bernheim, duchowy przywódca półmilionowej francuskiej społeczności żydowskiej, głośno zbeształ ówczesnego premiera za jego nieprzychylne opinie wobec praktyki uboju rytualnego.

Dziś czytam we francuskich gazetach, jak to rabin upiększał wojenną przeszłość swego ojca, pochodzącego zresztą z naszych stron. W listopadzie zeszłego roku wygłosił przemówienie w miasteczku Dieulefit na południu Francji, w którym w czasach rządów Vichy mieszkało 2 tysiące Żydów. Owo przemówienie, które prasa określiła jako wyjątkowo piękne, pochodziło w całości z pracy Bernheima Słowa o nienazwanym. Refleksje o Holokauście opublikowanej w 2006 r. Dieulefit nie miało nic wspólnego z Holokaustem – żaden Żyd nie został aresztowany ani deportowany, ale przemieszkał tam ojciec przyszłego Wielkiego Rabina, stąd szczególny sentyment.

Rabin Bernheim prezentował swego ojca jako członka ruchu oporu, który szczególnie kochał Francję, o czym miały świadczyć jego wspomnienia z Dieulefit. Jednak właśnie okazało się, że publikacja z 2006 r., jak też samo piękne przemówienie, była dosłownym plagiatem dawno wydanych wspomnień członka francuskiego ruchu oporu, poety i eseisty katolickiego, nota bene tłumacza poezji polskiej, Pierre’a Emmanuela. Wkład rabina w tekst był jedynie taki, że wstawiał swego ojca w miejsca, gdzie Francuz wyrażał się w pierwszej osobie.

Czy to wszystko jest jakąś rewelacją? Nie. Już dwa miesiące temu okazało się, że rabin podkradał teksty na potęgę. Jeden z blogów filozoficznych ujawnił, że znana książka Bernheima z 2011 r. Czterdzieści medytacji żydowskich jest kompilacją plagiatów, głównie z francuskiego filozofa Jeana-François Lyotarda, ale i innych autorów, nawet Eli Wiesela, pisarza i autora plagiatów, który na dodatek sfałszował swój życiorys podając się za byłego więźnia Auschwitz. To nie wszystko: nie dość, że wkrótce reszta książek rabina okazała się plagiatami, wyszło na jaw, że sfałszował swój życiorys podając się za doktora filozofii. Dziś nie jest pewne, czy jest choć magistrem.

Miesiąc temu skonfrontowany z faktami Wielki Rabin najpierw wszystkiemu zaprzeczał, ale w końcu musiał się przyznać i podał się do dymisji. Można sobie wyobrazić rozmiar skandalu, tym bardziej, że Bernheim zaledwie trzy miesiące wcześniej zyskał światowy rozgłos. Cytował go papież Benedykt XVI! Chodziło o artykuł krytykujący francuską ustawę dopuszczającą homoseksualistów do małżeństwa i adopcji dzieci. Bernheim określił się w nim jako spadkobierca i rzecznik „odwiecznej żydowskiej mądrości”. Ta reklama miała jednak krótkie nogi, bo w marcu wyszło, że cała rzeczowa argumentacja została skopiowana z książki filozofa katolickiego, ks. Josepha-Marie Verlinde’a Ideologia gender (2012). Wprawiło to Watykan w prawdziwe zakłopotanie.

Swoją drogą rabin był już wtedy krytykowany również przez swoich. Niektórzy uważali, że Bernheim nie powinien był nic wysyłać papieżowi, bo kwestia ustawy o małżeństwie to „sprawa nie-Żydów”. Według znanego dziennikarza Claude’a Askolovitcha Bernheim został zmuszony do dymisji przez tych ortodoksyjnych rabinów, którzy krytykowali jego pretensje ekumeniczne – według niego, w środowisku nazywano go nawet „rabinem gojów”. Wszystko to czytało się ze zdziwieniem, bo wcześniej Wielki Rabin był uznawany za wielki autorytet. Dla społeczności żydowskiej ten skandal to bolesny cios.

P.S. A co do uboju rytualnego – można być pewnym, że gdyby Gilles Bernheim był rabinem Polski, nie zachowywałby się jak we Francji i zamiast krytykować rząd w tej kwestii, z całego serca by go pochwalił. Polski rząd szykuje jawny przekręt na europejskim prawie chcąc zalegalizować masowy ubój rytualny na eksport. Europejskie dyrektywy dopuszczają go jedynie na użytek lokalnych mniejszości religijnych, o eksporcie poza Unię nie ma mowy.

Jerzy Szygiel


http://szygiel.salon24.pl/505128,jak-rabin-bernheim-papieza-wykiwal

Opublikowane w Ogłoszenia

Jasne. Nie oddamy ani guzika. Śląska nie odpuścimy, bo już odpuściliśmy Polskę. -admin

 

 

Po lekturze najnowszego wydawnictwa Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Katowicach po prostu ręce opadają. Trzeba powiedzieć to wprost – instytucja powołana do pilnowania prawdy o polskiej przeszłości pełną parą bierze udział w niebezpiecznym projekcie wspierania separatyzmu śląskiego. Drukuje teksty, które pewnie znajdują się w biuletynach otwarcie wrogiego Polsce Ruchu Autonomii Śląska, ale w oficjalnym wydawnictwie IPN znaleźć się nie powinny. I za czasów śp. prof. Janusza Kurtyki na pewno by się nie znalazły…

Czytaj:
http://wpolityce.pl/wydarzenia/31031-gdzie-jest-kres-bezkarnosci-sympatyk-separatystycznego-ras-grozi-czas-skonczyc-tylko-gadac-niech-poleje-sie-polska-krew


 

Oto mamy przed sobą “CZASYPISMO” – pismo o “historii Górnego Śląska”. To pierwszy numer półrocznika wydawanego przez IPN w Katowicach. Co w nim znajdziemy?

1. Tekst “Mapa i terytorium”, autor Piotr Greiner, dyrektor Archiwum Państwowego w Katowicach

Autor stwierdza m.in., że unitarny charakter państwa polskiego to “bękart” przeszłości:

Niestety po 1989 r. w Polsce (inaczej niż w Czechach) elity polityczne, w tym również te o rodowodzie demokratycznym, pozostały wierne “bękartowi” Wielkiej Rewolucji Francuskiej, jakim jest idea państwa unitarnego. [Jakim szwabskim cwelem trzeba być, aby coś takiego napisać... - admin]

Warto dodać, że o państwie polskim jako o “bękarcie” Traktatu Wersalskiego mówiło oświadczenie sowieckie z 17 września 1939 roku.

Mamy tu też zaskakujące ujęcie odrodzenia się państwa polskiego po 1918 roku i uzyskanie, krwawo wywalczonej, także na Śląsku, niepodległości:

Dalsza dezintegracja historycznego pojęcia Górny Śląsk zaczęła postępować w szybkim tempie dopiero po I Wojnie Światowej. pierwszy podział nastąpił na skutek walki o przynależność tego regionu stoczonej przez Niemcy, Polskę i Czechosłowację w latach 1918-1921. W jej wyniku do Polski przyłączono wschodnie fragmenty pruskiej rejencji opolskiej i byłego austriackiego Śląska Cieszyńskiego, które zostały połączone w jedno województwo (…). Nowa diecezja została nazwana również śląską. Rewizjonizm polski w tej materii jest chyba bezdyskusyjny – wyraźnie wskazywano na cały Śląsk (łącznie z dolnym) jako obszar politycznego pożądania.

Mamy więc zadziwiające jak na polski państwowy organ spojrzenie. Odzyskanie niepodległości Polski to jakiś zewnętrzny czynnik, niedobry, rozdzierający Śląsk, który Polska “rewizjonistycznie” pragnie sobie przywłaszczyć. No i nie ma powrotu Śląska do macierzy, jest przyłączenie “wschodnich fragmentów pruskiej rejencji opolskiej”.

Dalej w tekście określanie przez Polaków Górnego Śląska mianem Górnego Śląska jest określane jako “pogłębienie tradycji zapoczątkowanej przez nazistów” a przywrócenie w 1999 roku, w wyniku reformy administracyjnej województwa śląskiego określono jako kontynuacja nazewniczych “dokonań nazistowsko-komunistyczne”..

W tekście jest też zrównanie napływu polskich osadników po 1945 roku z planami nazistowskimi.

2. Górnoślązacy a nacjonalizm na początku XX wieku, Bernard Linek

Polska walka o Śląsk zrównana jest w tym tekście z niemieckim nacjonalizmem:

Nacjonalizm niemiecki pojawił się w regionie wcześniej i pod opieką państwa pełnił rolę dominującą. To właśnie do niego, często korzystając z wypracowanych przez Niemców wzorów organizacyjnych, odwoływali się przywódcy polskiego ruchu narodowego prezentowanego zręcznie jako defensywny.

Jak widać, patriotyzmu polskiego nie ma tu w ogóle, podobnie jak nie ma niemieckiej opresji wobec Polaków na Śląsku, jest za to “zręczna” rzekomo prezentacja się Polaków jako ofiary. W domyśle – byli sprawcami? Zadziwia kolejny raz to zewnętrzne, wręcz cyniczne spojrzenie autorów wydawnictwa IPN na polskość Śląska. [Bo to są zwykłe, opłacane przez szkopów dziwki, które powinny się bać wyjść na ulicę bez obstawy - admin]

Bohater walki o polskość Śląska Karol Miarka opisany jest w dziale “nacjonalizm polski” a jego życiorys określany jest ironicznie jako “kariera”.

A polskie związki z Górnym Śląskiem są… wykpiwane:

Potrzebę wielkości zapewniały nie tylko wizyty u grobów królewskich, ale i narracja historyczna, w którą włączano też Górny Śląsk. Tak stało się na przykład już w latach 80., kiedy to fetowano odsiecz wiedeńską. Analizując polską prasę regionalną z tego okresu można wyrazić zdziwienie, że Jan II Sobieski w ogóle zdążył pod Wiedeń, gdyż w tylu miejscach się zatrzymywał i przez tyle z nich uroczyście przejeżdżał…

3. Polityka polska wobec społeczności pogranicza w latach 1944-1989, Piotr Madajczyk

Cała właściwie polityka polska wobec Śląska przedstawiona jest jako wielka opresja, jako polonizacja na siłę, jako nieudana i nacjonalistyczna próba wyrugowania “naturalnych” w domyśle wpływów niemieckich. Są też kpiące stwierdzenia o “kulcie” powstań śląskich w PRL. Ani słowa i wielkim dorobku, choćby w dziedzinie edukacji, polskim na Śląsku.

4. Ślązaków portret własny. badania socjologiczne osób deklarujących narodowość Śląską, Elżbieta Anna Sekuła

Czy Ślązak jest Ślązakiem, Polakiem czy Niemcem? To kolejna kwestia, która od lat jest przedmiotem zainteresowania badaczy społecznych, ale powoduje też gorące dyskusje w sferze publicznej. W opinii większości respondentów Ślązak jest po prostu Ślązakiem – ani Polakiem, ani Niemcem.

Cóż można dodać? Że to właśnie wydaje dziś IPN, a finansuje polski podatnik.

Tekst ilustrują zdjęcia propagandowe z… marszów Ruchu Autonomii Śląska, zawierające hasła o “narodowości śląskiej”:

Czytaj też:
W państwie w pełni praworządnym władze rozmawiałyby z RAŚ tylko za pośrednictwem prokuratora

Poświęćmy jeszcze chwilę uwagi redaktorowi naczelnemu, który tak szeroko udostępnia swoje łamy ludziom i ideologii separatystycznego, antypolskiego RAŚ. Jest nim Adam Dziurok, zarazem szef Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Katowicach.

Cóż wiemy o tym panu? Gdy separatyści śląscy przypisali zbrodnie komunistyczne Polakom i ukuli kłamliwy termin “polskie obozy koncentracyjne”, pan Dziurok dowodził na łamach związanej z RAŚ Nowej Gazety Śląskiej:

Polska Rzeczpospolita Ludowa była, jakby nie patrzeć, państwem polskim, dlatego w wyrażeniu „polskie obozy koncentracyjne” nie ma, w tym przypadku, przekłamania ani manipulacji.

A jak było naprawdę? Czytaj:  Ujawniamy. Kolejna obrażająca Polaków, fałszująca historię akcja separatystów z RAŚ.

Szokującą inicjatywę odkrył Maciej Odorkiewicz, koordynator Klubów Historycznych im. Armii Krajowej na Śląsku i członek Zarządu Okręgu Śląskiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. W liście do Dyrektor Departamentu Dyplomacji Publicznej i Kulturalnej Ministerstwa Spraw Zagranicznych pani Aleksandry Piątkowskiej napisał:

Jest to kolejna z imprez ruchu ślązakowskiego z niemieckim i rosyjskim poparciem – tym razem mocno konfliktująca mieszkańców Górnego Śląska, Zagłębia, Małopolski i Podbeskidzia – stawiając w jednym rzędzie (w tytule “polskie) AKowców, NSZowców, nazistów, komunistów – przeciwko mitycznemu narodowi śląskiemu.
Tytuł tej imprezy – również filmu – jest mocno przekłamany. Nikt nie miałby pretensji, jeżeli tytuł byłby bez żadnego przymiotnika lub z przymiotnikiem kabewowskie, ubeckie, komunistyczne

Sama strona reżysera mówi dużo: http://www.siegersraum.com

Impreza ta wpisuje się w całość działań dezintegracyjnych Państwa Polskiego na terenie woj. śląskiego i opolskiego.

Maciej Odorkiewicz podkreśla:

Obozy, których dotyczy film – istniały faktycznie. Byli tam przetrzymywani powstańcy śląscy, żołnierze Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych i innych polskich organizacji zbrojnych, ludzie którzy w różnych okolicznościach podpisali volkslistę jak również kolaboranci niemieccy i sami Niemcy.

Reakcji państwa polskiego oczywiście nie było, także ze strony IPN. [Jak może być reakcja czegoś, czego już nie ma? - admin]

Teraz wiemy już dlaczego. Naprawdę, pilnujmy Polski. Jest w złych rękach. Czy od dzisiaj mamy jednak pilnować prawdy o Polsce także przed IPN? Czy prezes Łukasz Kamiński to akceptuje?

Czytaj też:

 

http://wpolityce.pl/

Pilnujmy Polski… ?
Jej trzeba było pilnować 20 lat temu. Teraz nie uratuje jej już żadna ludzka siła. Powtarzam: ŻADNA LUDZKA SIŁA.
Polska jest człowiekiem konającym na raka, który strawił jej organy wewnętrzne i zabił duszę. Dla Polski nie ma ratunku. Żadnych złudzeń, panowie.

Uratować ją może tylko Bóg.

Tylko, kurwa, nie wiem który – bo teraz w Kościele się namnożyło tych Bogów… jest Bóg Jezusa, Bóg Buddy, Bóg Mahometa, Bóg Afryki, Bóg Abrahama… tylko coraz mniej Boga z Ewangelii.

Więc, polaczki, lemingi, módlta się do którego Boga chceta, a możeta też do wszystkich naraz, czy też po koleju. Palta azjatyckie kadzidła, śpiewajta Kumbayah, tańczta naokoło ołtarza, żryjta Komunię z brudnej łapy, kiwajta się w kościele w rytmie bębnów  - i przede wszystkim nienawidźta katolików.

Admin


http://marucha.wordpress.com/2013/04/04/dla-ipn-w-katowicach-unitarny-charakter-panstwa-polskiego-to-bekart-przeszlosci-a-okupiona-krwia-walka-o-polski-slask-to-rewizjonizm-i-nacjonalizm/#more-31739

Opublikowane w Ogłoszenia

jewishgreed

 

Poniżej przedstawiam (SM) w załączeniu tzw. umowę indemnizacyjną, zawartą 16 lipca 1960 roku w Waszyngtonie między rządem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, a rządem Stanów Zjednoczonych Ameryki, dotyczącą uregulowania roszczeń obywateli amerykańskich wobec państwa polskiego z tytułu przejęcia przez Polskę ich mienia w drodze nacjonalizacji, albo w inny sposób. Z tej umowy wynika, że Polska zapłaciła rządowi USA 40 mln dolarów w 20 rocznych transzach, w zamian za co rząd USA przejął na siebie zobowiązania z roszczeń odszkodowawczych i zobowiązał się w art. IV tej umowy, że nie będzie wysuwał, ani popierał żadnych roszczeń wysuwanych wobec Polski z tego tytułu przez obywateli amerykańskich. Niestety postępowanie rządu Stanów Zjednoczonych, który bądź to bezpośrednio – przez deklaracje sekretarzy stanu – obecnie JE Hilarii Rodham Clintonowej – oraz interwencje ambasadorów – obecnie JE Lee Feinsteina – bądź to pośrednio – poprzez popieranie wystąpień przedstawicieli żydowskich organizacji „przemysłu holokaustu” do rządu Rzeczypospolitej Polskiej oraz wspieranie skierowanej m.in. na uzyskanie od Polski „rekompensat” na rzecz wspomnianych organizacji działalności żydowskiej loży B’nai B’rith – postępuje w sposób całkowicie sprzeczny ze wspomnianym art. IV umowy z 1960 roku. W świetle postanowień tej umowy, żądania, jakie pod adresem Polski wysuwają mające siedzibę na terenie USA i kierowane przez obywateli Stanów Zjednoczonych żydowskie organizacje „przemysłu holokaustu”, mają wszelkie znamiona usiłowania przestępczego wyłudzenia od Rzeczypospolitej Polskiej 65 miliardów dolarów i jako takie powinny być ścigane przez prokuraturę. Osobną sprawą jest ukrywanie przed polską opinią publiczną umów indemnizacyjnych – w tym również załączonej umowy – przez rządy Rzeczypospolitej Polskiej. Ukrywając przed polską opinią publiczną fakt istnienia tych umów oraz ich treść, kolejne rządy Rzeczypospolitej Polskiej próbują uniknąć odpowiedzialności za zaniechanie wydania rozporządzeń, umożliwiających obywatelom polskim uzyskanie restytucji lub odszkodowań za znacjonalizowane mienie.

 

http://i.imgur.com/DLOpK.jpg

http://i.imgur.com/UoDX8.jpg

http://i.imgur.com/4y1uH.jpg

http://i.imgur.com/YU4V8.jpg

http://i.imgur.com/QH68w.jpg

http://i.imgur.com/zAR4x.jpg

http://i.imgur.com/Q7nm0.jpg

http://i.imgur.com/zjLUX.jpg

 

http://www.michalkiewicz.pl/do_sciagniecia/uklad_miedzy_rzadem_prl_a_rzadem_usa_dotyczacy_roszczen.pdf#page=1&zoom=68,0,842

 

*****

W dniu 19.04.1996r. Izrael Singer - wieloletni sekretarz generalny Światowego Kongresu Żydów, oskarżony później o różne defraudacje majątku - ogłosił, że jeśli Polska nie spełni jego żądań, będzie upokarzana na arenie międzynarodowej. Tak zaczął się atak Przedsiębiorstwa Holokaust na Polskę. W istocie, akty antypolonizmu są coraz częstsze - próbuje się relatywizować i zakłamywać historię. Bohaterski naród polski zrównuje się z niemieckimi nazistami. Wmawiane są nam zbrodnie, których nigdy się nie dopuściliśmy. Wszystko to, by wymusić na Polsce wypłatę odszkodowań w wysokości co najmniej 65mld$. W obliczu szykowanej nam przez Donalda Tuska wielkiej hucpy, nieformalny front walki o prawdę i pieniądze polskiego podatnika mówi STOP. Tak dalej być nie może! Jako naród musimy dać zdecydowany odpór, wbrew prożydowskiej propagandzie mediów polskojęzycznych, wbrew żydowskiemu lobby w USA. Przetłumaczyliśmy dla Polaków, wywiad z prof. Normanem Finkelsteinem - demaskujący haniebne oszustwa amerykańskich organizacji żydowskich. Prosimy o propagowanie tego filmu wśród rodziny, znajomych, wszędzie gdzie tylko się da. Najwyższy czas by prawda zwyciężyła!

"(..) tolerancja bowiem to nic innego jak przyjęcie żydowskiego punktu widzenia, zaś dialog to nic innego jak potulne spełnianie wszystkich zachcianek przedsiębiorstwa Holocaust." - Stanisław Michalkiewicz

Zachęcamy do przeczytania książki prof. Normana Finkelsteina: http://www.polonica.net/Przedsiebiors...

 

 

Opublikowane w Ogłoszenia
środa, 03 kwietnia 2013 17:52

Krasnale we Wrocławiu, elity w rynsztoku

 

 

„Barbarzyńcy u bram” to najnowsza powieść Stanisława Srokowskiego. Tym razem autor popularnych powieści kresowych wziął na warsztat współczesne polskie realia, a bohaterami uczynił ludzi – wydawałoby się – spoza głównego nurtu życia publicznego: wrocławskich żulików. Zarazem jednak byłych opozycjonistów, którzy nie wzięli udziału w dzieleniu się władzą z komunistami pod koniec lat 80. Teraz zmarginalizowani, ale także życiowo złamani, obserwują rzeczywistość z jej obrzeży.

Siłą rzeczy nasuwa się pytanie o zasadność takiej perspektywy: wszak bohaterowie, przez których pryzmat obserwujemy literacką rzeczywistość, to przecież wyrzutkowie żyjący poza marginesem społecznym. Ludzie – chociaż w swoim całokształcie pozytywni, szczerzy i na swój sposób uczciwi – to jednak wariaci. Wydaje się, że to trafny zabieg – bo któż lepiej zrecenzuje współczesne czasy: czasy chaosu i upadku wartości, czasy postkomunizmu i konsumpcji, czyli słowem szaleńcze czasy – jeśli właśnie nie wariat?

Konwencja...

Warto podkreślić rolę konwencji w powieści „Barbarzyńcy u bram”. Wszystkie postaci występujące w książce poznajemy pod pseudonimami: Profesor, Twardy Orzeł, Rudy Lis, Czerwony Baron; rządząca partia to Kariera i Sukces. Wydaje się, że pseudonimy te kryją raczej typy ludzkie niż nazwiska konkretnych osób, choć niewątpliwie uważni znawcy Wrocławia rozpoznają w niektórych typach autentycznych bohaterów życia publicznego. W tym sensie dzieło Stanisława Srokowskiego wpisuje się w popularny w ostatnich latach gatunek powieści z kluczem.

Szczególny jest nastrój powieści, której lektura przenosi czytelnika w klimat realizmu magicznego. Lekka absurdalność wydarzeń, ironiczne poczucie humoru czy pomieszanie konwencji przywołuje także skojarzenia z rosyjskimi pisarzami (Bułhakowem, Gogolem czy Czechowem). Wrocław ożył więc na kartach książki w realiach dobrze przyprawionych absurdem i paradoksem.

... i język

Z drugiej strony, mamy do czynienia ze specyficznym językiem, jakiego używają bohaterowie. Częste wulgaryzmy nie sprawiają wrażenia sztuczności, czy tym bardziej nachalności – oddają po prostu mowę ludzi żyjących na granicy patologii. Opinie wyrażane przez bohaterów nabierają w ten sposób barwności, a proste przekleństwo często dobitniej opisuje konkretne zjawiska w III RP niż głęboka analiza. Srokowski barwny świat żulików ukazuje nie gorzej niż mistrz tematu, Marek Nowakowski.

Krasnale a sprawa polska

Jednym z symboli współczesnego Wrocławia są niewielkie figurki krasnali, rozsiane po całym mieście. W powieści Stanisława Srokowskiego stają się one alegorią współczesnej elity. Kolba, jeden z bohaterów i przywódca wrocławskiego „ludu bożego”, czyli wspominanych żulików, ironicznie mówi: A wiem skądinąd, że Kresowianie prosili o to, petycje słali, i nic, kurwa. Powiem ci January, że to sprawa głębsza. Ta hołota pamięć kastruje. Amputuje nam dzieje. Obcina historię. Bo w historii Kresów zobaczyliby ludzie wielkie postacie, heroiczne postawy. Godność bracie, honor i dumę by zobaczyli. A tego tym kurduplom brakuje. Więc się boją konfrontacji, tchórzliwe gnomy. Dlatego skrzatom pomniki stawiają.

Czy wrocławianie, dumni ze swoich krasnali, poradzą sobie z taką oceną swojej atrakcji turystycznej?

Adam Zechenter


http://www.portal.arcana.pl/Krasnale-we-wroclawiu-elity-w-rynsztoku,3465.html

Opublikowane w Ogłoszenia

 

 

Amber Lyon. To nazwisko dziennikarki CNN, która oskarżyła stację o to, że wymuszała na niej fabrykowanie informacji, które oczerniłyby Syrię oraz Iran. Lyon dodaje przy tym, że zmuszano ją również do pomijania informacji niekorzystnych dla Waszyngtonu. Według dziennikarki tego typu cenzura to stała metoda w amerykańskich mediach, a sam proceder nie dotyczy jedynie CNN.

Podobny scenariusz pracy w mediach miał miejsce, według Lyon, również przy amerykańskiej inwazji na Irak.

Amber Lyon twierdzi również, że jej telewizja była przekupiona nie tylko przez amerykańskie, ale również przez inne rządy, aby podawała sfabrykowane newsy.

Jesienią zeszłego roku, Amber Lyon realizowała dla CNN dokument pt. „iRevolution: Online Warriors of the Arab Spring”, dotyczący roli informatyzacji w procesie rozprzestrzeniania się idei rewolucyjnych na Bliskim Wschodzie. Lyon zaatakowała CNN International, które postanowiło zablokować emisję filmu w międzynarodowej gałęzi stacji. Dziennikarka oskarżyła stację o "wysługiwanie się dyktatorom".

lw, presstv

 

http://wpolityce.pl/wydarzenia/50467-dziennikarka-cnn-oskarza-swoja-stacje-o-nakaz-fabrykowania-newsow-falszywe-informacje-mialy-dotyczyc-syrii-i-iranu

 

*****

Cable News Network (CNN) – amerykańska telewizja informacyjna, założona w 1980 przez Teda Turnera.

Stacja nadająca programy informacyjne przez całą dobę, była pierwszym kanałem telewizyjnym tego typu na świecie. Obecnie należy do koncernu Time Warner. Powszechnie dostępna w Stanach Zjednoczonych i w wielu innych krajach świata. Jej główna siedziba znajduje się w Atlancie, ma również ośrodki w Nowym Jorku, Londynie, Hongkongu oraz wielu innych miastach. CNN nadaje kilka wersji swojego kanału: amerykańską – CNN, międzynarodową – CNN International, CNN en Español (kraje Ameryki Łacińskiej), CNN Airport Network (dla pasażerów na lotniskach), CNN+ (Hiszpania), CNN Turk (Turcja), CNN Chile, HLN i inne. Stacja prowadzi również internetowe portale informacyjne.

Pierwszą próbą przed jaką stanęła CNN był styczeń 1986 roku, w którym dziennikarze stacji relacjonowali katastrofę promu kosmicznego Challenger[1].

Światowy rozgłos i prestiż telewizja zdobyła dzięki relacjom z I wojny w Zatoce Perskiej. Dzięki sieci dziennikarzy w Iraku i korespondentom towarzyszącym amerykańskim żołnierzom CNN jako jedyna telewizja miała unikalne zdjęcia z pola walki w Zatoce Perskiej. Większość stacji telewizyjnych na świecie w swoich serwisach informacyjnych korzystała wówczas ze zdjęć CNN (w tym także Telewizja Polska).

Telewizja CNN w latach 2001–2010 współpracowała z dziennikarzami Wydarzeń Telewizji Polsat. Współpracowała również z nowym kanałem Telewizji Polsat o profilu informacyjnym - Polsat News. Obecnie współpracuje z TVN24 oraz TVN[2]. Stacja nie ma swoich stałych korespondentów w Polsce. Najczęściej korzysta z materiałów filmowych Telewizji Polsat lub emituje materiały nakręcone przez specjalnych wysłanników w czasie ważnych wydarzeń.

Kanał zaczął nadawanie 1 czerwca 1980. David Walker i Lois Hart przedstawili widzom pierwsze informacje. Od czasu debiutu, CNN rozszerzyło swój zasięg obejmując nim większość sieci kablowych i satelitarnych. Ponadto istnieje kilka witryn internetowych oraz dwie sieci radiowe należące do CNN. Sieć ma 36 biur (10 krajowych, 26 międzynarodowych), 900 stowarzyszonych lokalnych stacji telewizyjnych, i kilka regionalnych na całym świecie. Telewizja zawdzięcza sukces magnatowi i założycielowi Tedowi Turnerowi. Time Warner zakupił Turner Broadcasting, przez co stał się jego właścicielem.

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/CNN

*****

Amber Lyon. To nazwisko dziennikarki CNN, która oskarżyła stację o to, że wymuszała na niej fabrykowanie informacji, które oczerniłyby Syrię oraz Iran. Lyon dodaje przy tym, że zmuszano ją również do pomijania informacji niekorzystnych dla Waszyngtonu. Według dziennikarki tego typu cenzura to stała metoda w amerykańskich mediach, a sam proceder nie dotyczy jedynie CNN.

Podobny scenariusz pracy w mediach miał miejsce, według Lyon, również przy amerykańskiej inwazji na Irak.

Amber Lyon twierdzi również, że jej telewizja była przekupiona nie tylko przez amerykańskie, ale również przez inne rządy, aby podawała sfabrykowane newsy.

Jesienią zeszłego roku, Amber Lyon realizowała dla CNN dokument pt. „iRevolution: Online Warriors of the Arab Spring”, dotyczący roli informatyzacji w procesie rozprzestrzeniania się idei rewolucyjnych na Bliskim Wschodzie. Lyon zaatakowała CNN International, które postanowiło zablokować emisję filmu w międzynarodowej gałęzi stacji. Dziennikarka oskarżyła stację o "wysługiwanie się dyktatorom".

lw, presstv

 

Opublikowane w Ogłoszenia

kazimierz-kutz-kropka-nad-i

 

Polska przypomina dzisiaj państwo fundamentalistyczne, w którym granica między kościołem a państwem się zatarła – mówi w wywiadzie z "Rzeczpospolitą" Kazimierz Kutz. Senator dodał, że w naszym kraju "katolicy moralnie terroryzują resztę narodu, bez przerwy na wszystko się obrażając".

Znany reżyser tymi słowami odniósł się do kontrowersyjnej wypowiedzi Ewy Wójciak, Dyrektor Teatru Ósmego Dnia, która po wyborze kard. Jorge Bergoglio na papieża napisała na Facebooku: - No i wybrali ch..., który donosił wojskowym na lewicujących księży.

Zdaniem Kutza ta wypowiedź sprzyja laicyzacji Polski. – Do pani Wójciak tylko sam papież może mieć pretensje, bo ona obraziła człowieka. Konkretnego człowieka. A papież nie jest Bogiem – podkreślił w "Rz" Kutz.

W dalszej części wywiadu senator niezależny skomentował zeszłotygodniowy strajk generalny na Śląsku, który został zorganizowany przez "Solidarność".

– Strajk był lokalny i specjalnie ludziom nie wadził. Protestujących było mało, bo dzień strajku był niepłatny – wyjaśniał w rozmowie z "Rz" polityk. Dodał także, że szef "S" Piotr Duda na strajkach buduje swoją pozycję polityczną. – Duda nie reprezentuje gniewu ludzi – podkreśla Kazimierz Kutz.

Cała rozmowa w dzisiejszym wydaniu "Rzeczpospolitej".

 

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/kutz-katolicy-moralnie-terroryzuja-reszte-narodu,1,5457744,wiadomosc.html

Opublikowane w Ogłoszenia

 

 

Rewolucja meksykańska i hiszpańska

Dobrze znane są losy rewolucji październikowej w Rosji i jej owoce: rzeź dziesiątków milionów obywateli Rosji, dziesiątki tysięcy zniszczonych świątyń, prawie doszczętne unicestwienie duchowieństwa katolickiego, bezlitosne czystki tzw. wrogów ludu, więzienia i łagry z głodem i torturami za przyjęcie np. sakramentu chrztu lub za posiadanie przedmiotów religijnych; przerażający totalitaryzm pozbawiający wolności i środków do życia naród rosyjski. Podobne rewolucje pustoszą dziś narody Azji, Ameryk i Afryki, narzucając im w miejsce objawionej wiary ideologię marksistowską.

Oto jeden z mniej znanych przykładów przebiegu rewolucji masońskiej. Historia prześladowań Kościoła katolickiego w Meksyku w latach 20. i 30. XX w. należy do szczególnie jaskrawych przejawów anty-chrześcijańskiego fanatyzmu masońskiego. Patologiczne uprzedzenia antyreligijne i antykościelne grupy meksykańskich polityków przynależących do masonerii ściągnęły na Meksyk niszczącą wojnę domową lat 1926-1929. Sto tysięcy ludzi zapłaciło życiem w ciągu trzech lat za fanatyzm i nietolerancję tamtejszych wrogów Kościoła. Masoneria meksykańska miała historię sięgającą aż do XVIII w. W 1828 r. w Meksyku na terenie całego kraju działały 102 loże masońskie. Już w 1874 r. masoneria meksykańska była na tyle silna, że zdołała przeforsować wprowadzenie zdecydowanie antykościelnego ustawodawstwa. Pięciu kolejnych prezydentów Meksyku osiągnęło najwyższy stopień wtajemniczenia, 33. w rycie szkockim. Rosnące zdominowanie meksykańskiego życia politycznego przez masonerię w ciągu drugiego dziesięciolecia XX w. znalazło szczególnie mocne odbicie w skrajnie antyklerykalnej, a nawet antyreligijnej konstytucji uchwa­lonej w 1917 r. Konstytucja ta przewidywała utracenie przez Kościół cech osoby prawnej. Zniesiono zakony. Cały majątek kościelny przeszedł pod kontrolę państwa. Kapłanów oddano pod nadzór władz państwowych. Księży pozbawiono również czynnego prawa wyborczego. Czasopismom religijnym zabroniono poruszania jakichkolwiek zagadnień politycznych. Postanowienia konstytucji 1917 r. zakazywały również noszenia sutanny poza kościołami, procesji na zewnątrz kościołów i jakichkolwiek przejawów kultu religijnego poza lokalami zamkniętymi. Duchowieństwo odcięto od wszelkich form nauczania w szkołach, zabraniając mu zarówno zakładania, jak i prowadzenia szkół. Instytucjom religijnym i księżom zakazano nawet administrowania, prowadzenia czy nadzorowania instytucji dobroczynnych, badań naukowych itp..

Ogromna część badaczy nowszej historii Meksyku zgodna jest co do tego, że właśnie prezydent Plutarco Elias Calles, mason i fanatyczny wróg religii, był głównym sprawcą tak niszczącego dla Meksyku wewnętrznego konfliktu wokół Kościoła i religii. Ideał władzy upatrywał w żydo-bolszewickiej Rosji poświęconej diabłu. Swoje przekonania upamiętnił, nadając kolejno swym trzem synom imiona: Lucyfer, Belzebub, Lenin. Rozpoczynając walkę o ostateczne zniszczenie Kościoła katolickiego i religii, Calles chciał wykorzystać fakt opanowania przez masonerię bardzo ważnych instrumentów władzy w Meksyku, a przede wszystkim armii. Dążąc do rozczłonkowania Kościoła katolickiego, władze meksykańskie podjęły próby stworzenia schizmy wewnątrz Kościoła - tzw. Meksykańskiego Apostolskiego

Kościoła Katolickiego. W tym celu zaczęto odbierać poszczególne parafie prawowiernym duchownym i przekazywać je wspieranym przez władze schizmatykom.

Dnia 2 lipca 1925 r. prezydent Calles opublikował dekret zwany „prawem Callesa", prowadzący do skrajnego ograniczenia zasięgu religii katolickiej w Meksyku. Najbardziej dramatycznym przepisem tego dekretu był artykuł 19., nakazujący przymusową rejestrację kleru. Faktycznie artykuł ten miał ułatwić rządowi akcję przekazywania kościołów schizmatykom. Sprzeciw Kościoła wywołał bezwzględną akcję władz -aresztowania przywódców organizacji katolickich i opornych księży. Krwawe prześladowania Kościoła przez rządzącą masonerię doprowadziły do powstania swoistego „Kościoła katakumb". Nieliczni księża byli przeprowadzani nocami, ukradkiem, przez zaufanych ludzi z rąk do rąk, choć za udzielanie im pomocy groziło rozstrzelanie. Msze św. odprawiano potajemnie po domach, częstokroć zamiast dzwonka ministrant stukał palcem w podłogę.

Zamykanie kościołów i coraz liczniejsze aresztowania księży doprowadziły rozgoryczone rzesze katolików do wystąpienia przeciwko władzy, tzw. powstania Cristeros. W powstaniu wzięło udział około 50 tys. chłopskich powstańców. Strona rządowa nazywała ich „Cristeros" („bojownicy Chrystusa" lub „Chrystusowcy"). Władze nie mogły sobie po prostu wyobrazić tego, że zwykli prości chłopi porwą się do otwartego buntu w obronie Kościoła, przeciwko uzbrojonym po zęby wojskom rządowym. Dla wiejskich powstańców walczących w obronie wiary sprawa była prosta. Chłop wiedział tylko jedną rzecz: przybyli żołnierze, zamknęli kościół, aresztowali księdza, zastrzelili tych, którzy pro­testowali. Potem powiesili księdza, podpalili kościół i zgwałcili kobiety w buntującej się wsi. Znieważeni wieśniacy, którzy kochali swoją wieś, swój kościół i swojego proboszcza, zupełnie naturalnie porwali się do buntu. Wśród chłopów powszechnie dominowały odczucia:Rząd chce, abyśmy żyli jak zwierzęta, bez religii i bez Boga, ale oni nigdy się tego nie doczekają od nas. My bowiem wykorzystamy każdą chwilę czasu, która jest nam dana, aby głośno krzyczeć: Niech żyje Chrystus Król! Niech żyje Dziewica z Guadelupy! Precz z rządem!

Księży zmuszano pod groźbą najsurowszych sankcji, z karą śmierci włącznie, do opuszczania parafii wiejskich i osiedlania się w miastach. Coraz liczniejsze egzekucje opornych księży, którzy nie chcieli opuścić swych wiejskich parafian, skłoniły nawet część biskupów do polecenia duchownym, by opuścili swe parafie i udali się do miast. Przeważająca część księży tak uczyniła. Na wsiach pozostała tylko niewielka część księży; grupa księży schizmatyckich popieranych przez władze i około 100 odważnych duchownych, którzy za nic nie chcieli opuścić swych wiejskich parafian, nawet pod groźbą śmierci. Wielu z nich zapłaciło za to życiem. Antyreligijny terror w Meksyku stopniowo zaczął wywo­ływać coraz ostrzejsze protesty poza granicami kraju. Walkę z Kościołem w Meksyku potępił papież Pius XI.

W krwawych walkach wojny domowej lat 1926-1929 (tzw. Cristiadzie) poległo około 100 tys. osób: 40 tys. powstańców - Cristeros i 60 tys. żołnierzy wojsk rządowych (w tym 12 generałów, 70 pułkowników i 1800 niższych oficerów). Walki wojny domowej spowodowały exodus ponad 500 tys. uchodźców na emigrację do Stanów Zjednoczonych i bardzo znaczące zniszczenia w licznych prowincjach Meksyku. Takie były koszty skrajnego, antyreligijnego fanatyzmu masońskich władz Meksyku na czele z prezydentem Callesem. XX-wieczny Meksyk jest wspaniałym przykładem obronienia religii tylko dzięki wierności wierze, odwadze i bezgranicznemu poświęceniu prostego ludu. Zdominowane przez masonerię meksykańskie elity: rząd, wojsko, administracja, wielka część inteligencji pragnęły wykorzenić wiarę, zepchnąć Kościół do katakumb; poddały księży najokrutniejszym prześladowaniom. A jednak meksykański katolicyzm przetrwał najtrudniejsze wyzwania i wyszedł zwycięsko z najcięższych opresji dzięki postawie setek tysięcy prostych wieśniaków.

Jeszcze gwałtowniejszy przebieg miała masońsko-komunistyczna rewolucja w Hiszpanii w latach 1936-1939. W latach 20. XX w. do Hiszpanii zostali przerzuceni z Rosji agitatorzy komunistyczni, popierani przez miejscową masonerię. Już w 1931 r. ich działalność miała wyraźny charakter antykatolicki. Zniszczono i spalono ponad 100 klasztorów i innych obiektów kościelnych, w tym klasztor karmelitanek wraz z bi­blioteką, zawierającą rękopisy świętej Teresy. W roku 1936 masoneria komunistyczna przejęła władzę, a pierwszy atak rewolucji skierował się przeciw religii. W kilka miesięcy później, w liście pasterskim z listopada 1936 r., prymas Hiszpanii, kard. Goma pisał:nastąpiło niszczenie bibliotek i archiwów, profanacja grobów, gwałcenie Bogu poświęconych dziewic, mordowanie niewinnych dzieci, najdziksze, najohydniejsze sposoby zabijania, wypróbowane na tysiącach ludzi - instynkt świętokradzki prowadzący tych ludzi bez Boga ni prawa do niszczenia wszystkiego, co najbardziej z religią chrześcijańską związane.

W ciągu trzech lat trwania bratobójczych walk „rewolucjoniści" w służbie Lucyfera, nadzorowani przez rosyjskich żydo-bolszewików i masonów, mogli poszczycić się następującymi dokonaniami:

- sprofanowano 25,8 tysięcy kościołów, kaplic i klasztorów, w tym zniszczono całkowicie 17 tysięcy;

- zamordowano około 8 tysięcy duchownych, w tym setki zakonnic;

- rozstrzelano i zamęczono 500 tysięcy osób;

- ponad milion poległo w walkach po obu stronach.

Do walki w obronie wiary i krzyża stanął generał Franco wspomagany przez miliony katolików modlitwą i heroizmem  w  wyznawaniu  wiary.   Jeden  z  katów relacjonował;Co za cholerni durnie! Nikt nie mógł zamknąć im mordy! Przez całą drogę śpiewali i wychwalali Chrystusa Króla!Dzięki tej bohaterskiej postawie obrońców Kościoła katolickiego rewolucja żydo-masonerii została w podobnie cudowny sposób stłumiona jak powstrzymanie marszu żydo-bolszewików w 1920 roku na Warszawę.

 

Do celu po stosach trupów

Żydo-masoneria stoi za wydarzeniami, które doprowadziły do wybuchu I wojny światowej - zniszczenia trzech chrześcijańskich cesarstw dawnego „Świętego Przymierza". Dziełem ich jest także II wojna światowa, będąca jak dotąd największym paroksyzmem okrucieństwa, niosąca na niewyobrażalną skalę śmierć ludziom.

Zastanówmy się, co uruchamia ten mechanizm bestialstwa, który prowadzi do zimnej, z premedytacją podjętej woli unicestwienia, we wszelki dostępny sposób, setek milionów ludzi? Jest nim kabalistyczna wiedza zakodowana w Kaduceuszu Hermesa, że zachowanie rów­nowagi pomiędzy kreowaniem tak dobra, jak i zła, jest gwarantem postępu na drodze prowadzącej żydo-masonerię do osiągnięcia jej celu.

Według tych antyludzkich potworów, np. powołanie do istnienia bolszewi, jest czynem dobrym, tak samo powołanie do istnienia faszyzmu jest czynem dobrym i wzniosłym.   Jednakże  nadmiar  tego   dobra  zakłóca równowagę sił przeciwstawnych - następuje inwolucja (cofanie się). Trzeba zatem wyzwolić zło, aby nastąpiła ewolucja (postęp) i chwilowy powrót do równowagi w dalszym dążeniu do celu. Tym złem jest wzajemne niszczenie się dobra, (w tym wypadku oznacza to wojnę pomiędzy bolszewikami a faszystami), ale dzięki temu wyzwoleniu zła, „ludzkość" czyni potężny krok do przodu i następuje chwilowy powrót do równowagi sił. Wojny światowe, dzięki którym powstaje bardzo szybki postęp, stwarzają jednak zbyt duże ryzyko dla ich reżyserów. Dlatego na ogół konfrontację pomiędzy kreowanym przez żydo-masonerię dobrem i złem prowadzi się na skalę lokalnych wojen fizycznych i duchowych, z góry zakładając, że towarzyszący im czynnik cierpienia ogromnej ilości ludzi jest ceną tego postępu.

Istotę tej filozofii religijnej odnajdziemy np. w wypowiedzi niezmiernie zasłużonej dla tego rodzaju postępu, wspomnianej już żydówki Heleny Bławatskiej: „Istnieje w Przyrodzie Wiekuiste Prawo, prawo dążące nieodmiennie do godzenia przeciwieństw w celu osiągnięcia ostatecznej harmonii. To właśnie dzięki działaniu tego prawa rozwoju duchowego (... ) ludzkość zostanie uwolniona od fałszywych i kłamliwych bogów i dojdzie w końcu do samo odkupienia”.Wyjaśnia dalej, jak do tego może dojść: „Zło jest koniecznością, jest ono jedno z głównych punktów oparcia dla Świata Zjawionego. Jest ono koniecznością dla Postępu i dla Ewolucji, tak jak potrzebna jest noc, aby mógł nastać dzień, i śmierć, ażeby móc mieć życie - żeby człowiek mógł żyć wiecznie”.

Podobnie wypowiadał się Albert Pike, największy ideolog żydo-masonerii: „Zło jest cieniem dobra, jest od niego nieodłączne (...). Zatem zło jest ludzkości potrzebne jak sól wodzie morskiej. Również w tym przypadku harmonia może oprzeć się wyłącznie na równowadze przeciwieństw”.

Ludziom ogarniętym tą ideologią nie zadrży ręka zaciśnięta na szyi dziecka, nie zmrużą oka rzucając napalm na przerażony tłum, nie zblednie twarz na widok ciał drgających w konwulsjach pod wpływem zadawanego im cierpienia. Oto wypowiedź innej kobiety potwora z czasów rewolucji hiszpańskiej, żydo-komunistki Marguerity Nelken: „nie wystarczy nam nawet rewolucja rosyjska. Potrzebujemy płomieni, które będzie widziała cała planeta i fal krwi, które zabarwią na czerwono morza!Cóż, poczynając od bogów kananejskich po bogów azteckich - zawsze spragniony Lucyfer nigdy nie był nasycony wystarczająco krwią ludzką”.

Przyglądnijmy się, w jaki sposób żydo-masoneria spłodziła z Lucyferem kolejne dziecko ich postępu.

W 1912 roku powstał w Niemczech Zakon Germański pomyślany jako wewnętrzny krąg nacjonalistycznej organizacji Hammerbund (Związek Miota), założony przez okultystów Theodora Fritscha i Hermanna Pohla. W łonie tego Zakonu powstał „Krąg inicjacyjny świętego Graala" (1916 rok), a w roku 1918, jako niezwykle wpływowa „loża bawarska - stowarzyszenie Thule. W swej nazwie nawiązywało ono do odkrytej w IV w. przed Chrystusem wyspy na Morzu Północnym, uznanej przez Ptolomeusza za koniec świata. Towarzystwo przyjęło za symbol swastykę. Wśród tysiąc pięćset członków Thule znajdowali się między innymi przywódcy reżimu nazistowskiego: A. Hitler, R. Hess, H. Himmler, A. Rosenberg, H. Frank, M. Berman... Członkowie loży masońskiej Thule założyli w roku 1919 Partię Robotników, która rok potem stała się nazistowską partią Hitlera. Kierownikiem Thule był baron Sebottendorf, podający się w Niemczech za „ mistrza Zakonu Różokrzyżowego ".Z powyższego widać, jaka organizacja i jaki duch kierował Adolfem Hitlerem i nazistami.

Na procesie w Norymberdze czołowy ideolog hitleryzmu A. Rosenberg między innymi zeznał: „Thule? Ależ wszystko wyszło stamtąd! Pouczenie tajne, któreśmy mogli stamtąd zaczerpnąć, pomogło nam więcej w dojściu do władzy niż dywizje SA i SS”. Ludzie, którzy założyli to stowarzyszenie, byli prawdziwymi magami -dodajmy - w służbie Lucyfera.

Przygotowania Hitlera do II wojny światowej były również finansowane m.in. przez Bank Anglii - prywatny bank Morgana, kontrolowany przez rodzinę Rothschildów, a także największe banki amerykańskie jak National City Bank, Chase Manhattan Bank oraz kon­cerny: Standard Oil Rockefellerów, General Motors i koncern Paula Warburga. Warto przypomnieć, że te żydowskie kolosy finansowe i przemysłowe zasiliły po I wojnie światowej przemysł zbrojeniowy Niemiec kwotą w wysokości 975 milionów dolarów. Adolf Hitler z okazji dojścia do władzy otrzymał tylko w latach 1929-1933 od Pilgrims Society (w tamtym czasie żydo-masoński zalążek Rządu Światowego) pomoc w wysokości 32 milionów dolarów. Z kolei Wielka Brytania udzieliła Niemcom kredytu w wysokości 6 milionów funtów z czeskich rezerw złota, które w momencie napaści Niemiec na Czechosłowację były zdeponowane w Londynie. Do spraw owianych tajemnicą należy fakt, że potężne koncerny zachodnie powiązane z kapitałem żydowskim aż do 1944 r. świadczyły III Rzeszy pomoc przy unowocześnianiu zbrojenia.

Pomocą innego rodzaju do 1942 r. służyli nazistom Stalin i żydo-bolszewicy z Rosji. Główny poligon, na którym ćwiczyła artyleria niemiecka, znajdował się w Ludze pod Leningradem, zaś żołnierze z niemieckiej dywizji pancernej uczyli się obsługiwać wyprodukowane w zakładach Kruppa i Rheinmelau czołgi i wozy opancerzone w podmoskiewskim Katorgu. Również wszyscy piloci niemieccy byli szkoleni w bazach w Lipiecku, Saratowie i na Krymie. Ta pomoc była tak cenna jak złoto bankierów, gdyż na terenie Niemiec działały od 1922 r. komisje alianckie, których zadaniem było nadzorowanie zakazu zbrojeń, narzuconego Niemcom na mocy Traktatu Wersalskiego.

Trzeba pamiętać, że zagłada żydów przez hitlerowski reżim nie obejmowała żydowskiej arystokracji, która -przeciwnie - była jej gwarantem, np. żydowscy, niemieccy bankierzy Oppenheimowie udzielali cały czas wydatnej pomocy Hitlerowi, który zrewanżował się im, mianując ich honorowymi aryjczykami. Nie tylko mieli oni do swej dyspozycji dwa gabinety w gmachu Reichbanku, którego prezesem był mason Hjalmar H. Greeley Schach, i agent Rockefellerów, ale jak wynika z akt procesu norymberskiego, trzymali w latach wojny pieczę nad depozytem srebra i biżuterii skonfiskowanej Żydom po 1937 r.

Na najwyższych szczytach dowództwa wojskowego i administracji widzimy wielu żydów, jak: Heydrich, gen.Luftwaffe, Milch, admirał Canaris, Eichmann, Streicher czy dr Mengele.W Wermachcie służyło 130 generałów pochodzenia żydowskiego i 150 tysięcy żołnierzy. Znamienne są stwierdzenia Hitlera zawarte w spisanym przez niego testamencie politycznym:Jest nieprawdą, że ja lub ktokolwiek inny w Rzeszy chciał wojny w 1939. Wyłączną przyczyną było to, że międzynarodowi dygnitarze byli żydami, lub działali w ich interesach. (...) Trzy dni przed rozpoczęciem wojny z Polską poprosiłem ponownie ambasadora brytyjskiego, aby rozwiązać problem Polsko-Niemiecki podobnie jak to było z okręgiem Saary, czyli pod międzynarodową kontrolą. Tej oferty nie można było nie przyjąć. Została odrzucona tylko dlatego, że koła partyjne w Anglii chciały wojny, częściowo pod naciskiem i propagandą międzynarodowego żydostwa. (... ) Powziąłem też mały plan, jeżeli narody Europy omamione zostaną przez tych międzynarodowych konspiratorów w bankowości i finansach, wtedy ta rasa, żydostwo, które jest rzeczywistym sprawcą tej morderczej walki, będzie wzięta do odpowiedzialności.

 

„Poznacie ich po owocach"

W ciągu poprzednich wieków masoneria działała jako ogromna organizacja propagandowa, rozpowszechniając podstępnie rewolucyjny ferment. Gdy te przygotowania zostały ukończone, masoneria ustępowała pola swym walczącym organizacjom, jak karbonariusze, bolszewicy, socjaliści i inni. Sama pozostawała w cieniu, w razie nie­korzystnego zwrotu sytuacji zdolna do kontynuowania swego dzieła skrycie, niczym żrący robak. Masoneria nigdy nie działała w pełnym świetle. Każdy wie o jej istnieniu, o miejscach zebrań i o wielu spośród jej członków. Nikt jednak nie zna prawdziwego celu, jej prawdziwych środków i jej prawdziwych przywódców. Nawet ogromna większość samych masonów jest w podobnej sytuacji. Nigdy bowiem nie wychodzą poza trzy pierwsze stopnie wtajemniczenia i dlatego stanowią tylko ślepą maszynerię sekty. Organizacja oszukuje ludzi z nią nie związanych, ale oszukuje też własnych członków. Dosadnie określił to Albert Pike, mówiąc: „Masoneria oszukuje tych, którzy zasługują tylko na to, by być oszukiwani”.

Plan przebudowy świata na drodze rewolucji i kolejnych trzech wojen światowych został już wyłuszczony w 1871 r. w korespondencji pomiędzy Józefem Mazzinim, przywódcą rewolucji włoskiej z roku 1848 (Wiosna Ludów), i Albertem Pikem, szefem Iluminatów amerykańskich. Przewidywali, że w ich następstwie nastanie na ziemi Nowy Porządek Wieków (Novus Ordo Seclorum), w którym większość ludzipozbawiona złudzeń na temat chrześcijaństwa... , pozbawiona busoli, pragnąca ideału, lecz nie wiedząca, gdzie skierować swe uwielbienie, przyjmie prawdziwe światło za pośrednictwem powszechnej manifestacji czystej doktryny Lucyfera, wyprowadzonej w końcu na widok publiczny; manifestacji wynikłej z ogólnej reakcji na zniszczenie chrześcijaństwa i ateizmu, obu pokonanych i wytępionych w tym samym czasie.

Dwie wojny światowe ludzkość już ma za sobą, natomiast rewolucje niszczące poszczególne kraje wciąż się dokonują z bezprzykładnym okrucieństwem, fałszem i cynizmem, a każda z nich przybliża wyznaczony przez żydowskich Iluminatów cel - podbój świata. Realizacja tego celu nie może jednak nastąpić bez uprzedniego zniszczenia wiary w Jezusa Chrystusa, Zbawiciela i Króla wszelkiego stworzenia. Stąd światem wstrząsa nieustanna walka żydo-masonerii ze znakiem zwycięstwa Jezusa Króla - krzyżem i z Jego ziemskim królestwem -Kościołem.

Ogólnie rzeczą znaną jest, że jednym z dzieł antychrysta ma być zjednoczenie żydów i ogłoszenie się długo oczekiwanym żydowskim mesjaszem. Dzisiaj sądzi się, że wyłoni się on z masonerii, ponieważ tam znajdzie on żydów najbardziej nienawistnych wobec chrześcijaństwa, sprawdzonych spiskowców i najbardziej nadających się, by ustanowić jego rządy.

Przez ostatnie 2 tysiące lat powstawały pisma rabiniczne, stanowiące interpretacje Prawa nadanego im przez Boga. Pod wpływem różnych okoliczności powstawały komentarze do interpretacji, komentarze do komentarzy itd. Ciągła kazuistyka mnożyła wyjątki od niezmiennych przepisów Prawa Bożego. W ten sposób starotestamentowe posłannictwo „ludu wybranego" do nawracania pogan, zamienili oni na talmudyczne posłannictwo podboju ludzkości w jedno wielkie stadogojim -niewolników „ludu wybranego".

W Talmudzie nazywają chrześcijan bałwochwalcami, gorszymi od zwierząt, synami diabła:Dusze żydowskie mają przywilej, aby być częścią samego Boga. Dusze innych ludów ziemi pochodzą od diabła i są podobne duszom bydląt; nie-Żydzi zostali stworzeni jedynie po to, by służyć Żydom dzień i noc, bez uchylenia się od swej służby; ten który przelewa krew bezbożnych, składa ofiarę Bogu. Ci, którzy przeczą nauce Izraela, szczególnie uczniowie Nazarejczyka, winni są śmierci i tępienie ich jest zawsze dobrym uczynkiem.Księży nazywająkamarim,tj. wróżbiarzami, igalachim,tj. z ogoloną głową, bo szczególnie nie cierpią dusz poświęconych Bogu w klasztorze. Uczą też, że Żydowi wolno oszukać, okraść chrześcijanina, bopieniądze nie-Żyda są bezpańskie, wobec czego Żyd ma prawo objąć je w posiadanie. Dobro chrześcijan jest dla Żyda jako majętność porzucona, jak piasek w morzu; pierwszy, który ją zajmie, jest jej prawym właścicielem; goje to stado baranów, my zaś jesteśmy wobec nich wilkami.Ta ideologia myślenia znalazła konkretną kreację w odrębnej masońskiej organizacji zwanej B'nai b'rith.

 

Masoneria na usługach światowego syjonizmu

W Nowym Jorku zostały zatwierdzone 21 października 1843 r. konstytucje i rytuał nowej loży masońskiej pod nazwą B'nai b'rith (Synowie Przymierza) założonej przez niemieckich żydomasonów. W preambule do konstytucji widnieje zapis:Związek B 'nai b'rith bierze na siebie misję zjednoczenia Izraelitów (...) w celu obrony ich najwyższych ideałów, także i ludzkich, rozwijania i podtrzymywania podstawowych praw żydowskiego narodu w duchu jego wiaty.

Według Abrama Perelmana, członka B'nai b'rith, celem tej nowej organizacji masońskiej jest zachowanie i odnowienie duszy żydowskiej zgodnie z zasadami talmudycznego judaizmu. Tłumaczy to fakt, że B'nai b'rith, gromadząca w swych szeregach wyłącznie żydów i dążąca do wykreowania potęgi państwa żydowskiego i światowej dominacji żydów nad innymi nacjami, jawi się jako skrajnie szowinistyczna i rasistowska organizacja. Cel ten realizuje między innymi przez zwalczanie wszelkich form antysemityzmu, to jest takich, które sama uzna za antysemickie.

W działalności B'nai b'rith uwidacznia się mesjanizm żydowski zakładający, że żydziw oczekiwaniu na czasy mesjańskie, kiedy to nastąpi ubóstwienie narodu żydowskiego, mają pewną duchową misję do spełnienia względem gojów (tzn. nie-Żydów), a mianowicie „oświecenie" ich przez wpojenie im pewnych zasad Talmudu(prawo noachickie). B'nai b'rith widzi więc swoją rolę w byciu pasterzami ludzkości. Jak tę rolę pojmują, ukazali już na początku XX w., na kilkanaście lat przed wybuchem rewolucji październikowej w Rosji. Delegacja B'nai b'rith, na czele której stał bankier Jakub Schiff, zażądała od rządu rosyjskiego równouprawnienia dla rosyjskich żydów. Gdy otrzymali odpowiedź wymijającą, Jakub Schiff oświadczył, żew takim razie w Rosji wybuchnie rewolucja, która da Żydom to, co im potrzeba.Słowa te nie były rzucone na wiatr. W przeciągu następnych 10 lat, bojówkarze żydowscy dokonali w Rosji licznych zamachów terrorystycznych, w wyniku których zginęło około tysiąca urzędników piastujących najwyższe stanowiska państwowe, w tym premier Piotr Stołypin, wielki reformator Rosji. W ten sposób przygotowano w Rosji grunt pod rewolucję październikową, na potrzeby której tylko sam Jakub Schiff przekazał Leninowi kwotę 20 milionów dolarów.

Jednakże pomoc B'nai b'rith dla rewolucjonistów żydowskich w Rosji nie ograniczyła się tylko do wsparcia finansowego. B'nai b'rith delegowała do Rosji w celu przeprowadzenia rewolucji swych członków takiej miary, jak:Lejb Bronstein - „ Trocki" - współtwórca żydowskiej rewolucji w Rosji; Bela Kuhn - jeden z filarów tej rewolucji, w 1919 roku przywódca rewolucji na Węgrzech wsławionej niewiarygodnymi rzeziami i prześladowaniem Kościoła; Karol Liebknecht - sprawca podobnej rewolty w Bawarii w 1919 roku; Karol Sobelson - „Radek" - jeden z krwawych dygnitarzy żydo-bolszewickiej rewolucji w Rosji.B 'nai b'rith ingerowała również w sprawy polskie. Szefem polskiej sekcji B'nai b'rith został żyd z Krakowa, Józef Rettinger, którego zadaniem było realizowanie jednego z wariantów odrodzenia się państwa żydowskiego na ziemiach polskich pod nazwą „Judeopolonii".

Zamysł ten został przedstawiony w listopadzie 1918 r. w wewnętrznym okólniku, w którym syjoniści nawoływali: „Bracia i współwyznawcy! Trzeba, ażeby kraj Galicja został naszym królestwem (...). Starajcie się usunąć Polaków ze wszystkich ważniejszych stanowisk i skupić w swych rękach wszystkie nici władzy społecznej. Wszystko co do chrześcijan należy, powinno stać się naszą własnością. Związek izraelski (Alliance Israelite Universelle) dostarczy wam potrzebnych do tego środków. Już zaczęto na ten cel zbierać fundusze, a udaje się   lepiej   niż   przypuszczać   było   można.   Dla doprowadzenia do skutku wyrwania Galicji chrześcijanom, wszyscy nasi wielcy i bogaci zapisali się na nasze sumy. Da baron Hirsz, dadzą Rothschildowie, Bleichro- derowie i Mendelssohnowie, dadzą i inni”.

B'nai b'rith w krótkim czasie od powstania stała się awangardą wszystkich światowych ruchów wywrotowych i rewolucji, a sukcesy odnosiła dzięki potędze finansowej konsorcjów bankowych kierowanych przez Schiffa, Morgana, Rothschilda i Rockefellera.

W ciągu ostatnich 150 lat B'nai b'rith, ta elitarna żydowska organizacja, ściśle współpracując z Iluminatami, bardzo szybko rozwijała się, podporządkowując swym celom światową masonerię. Z czasem założyła swe loże w 58 krajach, nie wyłączając Watykanu. Obecnie liczy ok. 80 tys. członków. Według żydowskiej gazety wychodzącej we Francji, B'nai b'rith obecnie jest akredytowana przy większości najważniejszych organizacji międzynarodowych, jak ONZ, UNESCO, czy Rada Europy. Ma także olbrzymie wpływy w USA, do tego stopnia, że kandydaci do fotela prezydenta przed wyborami stawiają się przed tą organizacją.

Z najnowszych badań wynika, że masoneria, Pilgrims Society, Komisja Trójstronna i Rada Stosunków Zagranicznych (CFR) są jedynie pasami transmisyjnymi do przekazywania rządom świata woli arystokracji żydowskiej z B'nai b'rith. Bardzo groźnym instrumentem szantażu i cenzury w rękach B'nai b'rith jest powołana przez nią w roku 1913 w Chicago Liga Przeciw Zniesławieniu (Anti-Defamation League), w skrócie ADL, powołana do walki z antysemityzmem. ADL zbiera dane o aktach, które uznaje za antysemickie, antysyjonistyczne i o tych, które stanowią przeszkodę w realizacji polityki B'nai b'rith. Oprócz tego prowadzi ewi­dencję organizacji i osób, których działalność jest uznana przez nią za niebezpieczną dla interesów Izraela. Działalność ADL skutecznie knebluje usta krytykom polityki Izraela, a prócz monitoringu przeciwników prowadzi propagandę i edukację na rzecz hegemonii Izraela.

ADL zatrudnia w samym Nowym Jorku, który jest główną jej siedzibą, ponad dwustu pracowników, a jej zaplecze strukturalne na terenie USA liczy 29 biur stanowych, plus biura zagraniczne. Budżet roczny tej organizacji wynosi około 70 milionów dolarów.

ADL charakteryzuje się ponadto anty-katolicyzmem i działa na rzecz judaizacji społeczeństw chrześcijańskich, osłabienia wiary katolickiej i wpływów Kościoła. Po Soborze Watykańskim II ustanowiła w ramach wdzięczności międzyreligijną nagrodę im. Kard. Augustyna Bea, jezuity, który podczas trwania obrad soborowych lobbował na rzecz B'nai b'rith i w tym celu skutecznie wpłynął na całokształt wielu dokumentów soborowych. W tym roku kard. Stanisław Dziwisz odebrał nagrodę im. Kard. Augustyna Bea, przyznaną mu przez B'nai b'rith.


http://socjologiakrytyczna.nowyekran.pl/post/17602,gdzie-i-kiedy-lech-kaczynski-zydowska-masonerie-w-polsce-reaktywowal

 

*****

 

Opublikowane w Ogłoszenia
<< pierwsza < poprzednia 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 następna > ostatnia >>
Strona 30 z 120