JoomlaWatch Stats 1.2.9 by Matej Koval
Start >>> KOMITET >>> Ogłoszenia >>> Już zemsty nadszedł czas
wtorek, 11 września 2012 21:25

Już zemsty nadszedł czas

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

 

 

 

W ramach dekomunizacji Młodzież Wszechpolska i ONR podjęły walkę o zmianę patronki jednej z łódzkich podstawówek… Patronka tą jest Wanda Zieleńczyk. Kim ona była? Czy się zasłużyła? Osobiście nie mam pojęcia i z pewnością, gdyby przeprowadzić jakąś sondę uliczną trudno byłoby w Łodzi i nie tylko spotkać osobę, która by wiedziała.


W dobie cyfryzacji i Internetu ustalenie tego jest proste, więc ustaliłem, że Wanda Zieleńczyk, pseud. Dziula żyła w latach 1920-1943, a więc krótko ale pewnie na tyle intensywnie że zasłużyła na pośmiertny byt patronki szkoły. Ponoś była poetką i uczestniczyła w ruchu oporu walcząca w szeregach Gwardii Ludowej. Po maturze rozpoczęła studia na UW, na kierunku romanistyka, a po wybuchu wojny znalazła się we Lwowie, gdzie studiowała prawo. Rok później wróciła do Warszawy i nie po to rzecz jasna aby kontynuować studia ale by działać w ramach Związku Walki Wyzwoleńczej, Związku Walki Młodych i PPR. Nazwy tych organizacji za komuny były na topie, dziś natomiast nie mówią nikomu już prawie nic… Pracowała w tych organizacjach przy drukowaniu i kolportowaniu prasy lewicowej. Tego typu dziewczę uwieczniono w jednym z odcinków Polskich dróg, zdziwione, że mają współpracować i popierać Sikorskiego. Najbardziej znaną jej pieśnią jest Marsz zwany początkowo Pieśnią partyzantów, przyjęty później jako Marsz Gwardii Ludowej… Aresztowana została już 21 lipca 1943r. przez gestapo i wraz z rodzicami i siostrą rozstrzelana na Pawiaku. I to jest wszystko co o niej wiemy.


Pojawia się pytanie, czy jest to postać dostatecznie zasługująca na to aby patronować szkole podstawowej… Była to osoba niższego szczebla niż Janek Krasicki czy też Hanka Sawicka – niegdyś patronowie ulic, fabryk i szkół a dziś już nie… Pozostała jeszcze ta jedna… Była bowiem osobą na tyle mało znaną, że jej nazwisko niewielu z czymkolwiek się kojarzące, jako patronujące szkole zachowało się do dziś.

Młodzież Wszechpolska i ONR w liście uzasadniającym zmianę patronki Szkoły Podstawowej nr 189 w Łodzi napisali, że „Stawianie komunistów na piedestale jest zwyczajnym pluciem w twarz wszystkim Polakom mordowanym przez czerwonych zbrodniarzy od 1917 do 1989 r.” (…) „Już w bardzo młodym wieku zaangażowała się w kolaborację z Sowietami działając w kilku polskich organizacjach komunistycznych, których celem było zsowietyzowanie Polski. Walczyła m.in. w strukturach tzw. Gwardii Ludowej pod pseudonimem „Dziula”. Dziś, po upadku PRL-u, mamy dostęp do informacji, z których ewidentnie wynika, że GL była agenturą sowiecką, która oprócz walki z Niemcami miała niszczyć polskie podziemie niepodległościowe. (...) »Dziula” była także ważną postacią w rozwijającej się dzięki wsparciu ZSRR Polskiej Partii Robotniczej. Zrobiła dużą karierę w partyjnym dziale propagandy, co zawdzięczała swojemu talentowi literackiemu”

Ogólnie mogę stwierdzić, że jakkolwiek Wanda Zieleńczyk nie zasługuje na bycie patronką podstawówki, to słowa użyte przez wnioskodawców są lekko przesadzone. Pewnie było to dziewczę młode, zagubione w sobie, które dało się złapać do komunistycznej roboty. Może te przekonania narzucono jej w domu rodzinnym – tu trzeba okazać trochę wyrozumiałości… ta jej kariera trwała krótko, zakończona aresztowaniem i śmiercią… Strzelają zatem Wszechpolacy z armaty to muchy


Druk i kolportaż prasy to działalność szczytna, ale to za mało na patronowanie podstawówce. Nie wystarczająca jest również jej twórczość poetycka… Z której fragmentem się spotkałem i która wycisnęła na mnie pewne piętno…


Jak już wspomniałem, osobiście nie miałem pojęcia kim była Wanda Zieleńczyk, a powinienem jakieś pojęcie mieć. Byłem bowiem przez 8 lat uczniem podstawówki której patronowała nie tylko ta dziewczyna młoda, ale której patronowała cała Gwardia Ludowa. No i to „dzieło W. Zieleńczyk” zmuszony byłem znać нaизycть. Marsz Gwardii Ludowej zwany też Pieśnią partyzantów, jako że był hymnem oddziałów Gwardii Ludowej był też hymnem szkoły jej imienia. I ja tego słuchałem od małego, a później i śpiewać to musiałem…


My ze spalonych wsi, my z głodujących miast, za głód, za krew, za lata łez już zemsty nadszedł czas! Za głód, za krew, za lata łez już zemsty nadszedł czas!


Więc zarepetuj broń i w serce wroga mierz! Dudni nasz krok, milionów krok, brzmi partyzancki śpiew. Dudni nasz krok, milionów krok, brzmi partyzancki śpiew.


Gdy padniesz w polu, hen drzewa zaszumią w takt. O, jak to pięknie i jak to prosto za wolną Polskę umierać tak. O, jak to pięknie i jak to prosto za wolną Polskę umierać tak.

Więc naprzód, Gwardio marsz! Świat płonie wokół nas i zadrży wróg i zginie wróg z ręki ludowych mas! I zadrży wróg i zginie wróg z ręki ludowych mas!

Piękne? Niepiękne? Okropne, prawda. Ten głód, ta krew, te spalone miasta, ta zemsta br… okropność a mnie to przyszło śpiewać kilka razy w roku… I wszystkie dzieciaki, które w Łodzi na Widzewie uczyły się w tej podstawówce…

Po roku 1990 Marsz Gwardii Ludowej vel Piosenka partyzancka zaistniała już tylko raz, w wykonaniu punkowców DEFEKT MUZGÓ. I w tej wersji nawet, nawet spodobał mi się…

 

Gwardia Ludowa już dziś chyba żadnej szkole nie patronuje, a po reformie w budynku mojej podstawówki mieści się Gimnazjum, którego patronem jest Adam Mickiewicz.

Podobną dekomunizację powinna przejść szkoła podstawowa nr. 189…


A osobiste piętno, które wywarła na mnie twórczość Wandy Zieleńczyk? No cóż, było ono znaczne, takie że dla odreagowania po śpiewaniu jej Piosenki partyzanckiej bardzo lubiłem śpiewać w kościele Chwalcie łąki umajone



Jacek Kędzierski

 

 


 

Leszek Żeborowski: Gwardia Ludowa - Armia Ludowa: bohaterowie czy zdrajcy?

 

W znacznym stopniu tkwimy w tamtej epoce, w tym, co się wtedy stało, co się działo przez następne pół wieku. Przede wszystkim ponosimy konsekwencje i następne pokolenia po nas też będą ponosiły konsekwencje wszelkiego rodzaju: polityczne, gospodarcze, moralne” – powiedział historyk Leszek Żebrowski w trakcie wykładu „Gwardia Ludowa - Armia Ludowa: bohaterowie czy zdrajcy?”.

Spotkanie z historykiem zorganizowało Stowarzyszenie KoLiber w związku z akcją „Goń z pomnika bolszewika”. Armia Ludowa wciąż jest bowiem patronem jednej z głównych ulic Warszawy. Prelegent swym wykładem dał jednoznaczną odpowiedź na pytanie, czy tak być powinno.

Leszek Żebrowski przypominał głośną w latach 90. książkę „Tajne oblicze GL-AL i PPR”, w której wraz z prof. Markiem Chodakiewiczem i dr. Piotrem Gontarczykiem opublikował wiele nieznanych wcześniej dokumentów dotyczących Armii Ludowej. Wyłania się z nich zatrważający obraz formacji opierającej swe kadry na przestępcach, którzy w 1939 roku wydostali się z więzień, a w trakcie wojny napadali na ludność cywilną. Formacji, która donosiła do Gestapo na żołnierzy AK i NSZ oraz funkcjonariuszy Polskiego Państwa Podziemnego. Formacji, która miała pomagać Żydom, a faktycznie ich mordowała w celach rabunkowych. I wreszcie formacji, której dowódcami zostawali agenci NKWD.

 

zebrowski2

 

Leszek Żebrowski przedstawił przykłady napadów rabunkowych członków AL na cywilów. Wspominał o mordach oraz ekscesach seksualnych, których dopuszczali się nawet wysocy rangą AL-owcy. Historyk postawił tezę, że to właśnie bandyckie napady, a nie walka z Niemcami były prawdziwą formą działalności AL. Potyczki z hitlerowcami miały być natomiast głównie wytworem propagandowym. Prelegent przytoczył stworzony przez komunistyczną machinę kłamstw głośny przykład rzekomego trzykrotnego wysadzenia przez oddziały AL niemieckich pociągów w miejscu, w którym nigdy nie było torów kolejowych.

Wystąpienie Leszka Żebrowskiego zawierało również odniesienia do współczesności. Historyk mówił o bolszewickim rodowodzie części elit III RP oraz o nierozliczeniu PRL-owskich zbrodniarzy w okresie po 1989 roku. Prelegent zwrócił uwagę m.in. na potrzebę powstania pełnych i dokładnych biografii polityków i ludzi mediów, których dziś w wielu przypadkach brakuje.

 

zebrowski4

 

Swój wykład Leszek Żebrowski zakończył apelem o czynne przeciwstawianie się wszechobecnym w debacie publicznej kłamstwom poprzez m.in. bojkotowanie propagujących je mediów. „Oni nam narzucają wzorce postępowania i to, co chcą robić, a my mamy być posłuszni. Ale nie musimy, a skoro nie musimy, to pokażmy to” – podsumował swoje wystąpienie.

Spotkanie z Leszkiem Żebrowskim odbyło się w restauracji "Piekiełko" na warszawskim Starym Mieście.

 

http://wpolityce.pl/artykuly/30413-leszek-zeborowski-gwardia-ludowa-armia-ludowa-bohaterowie-czy-zdrajcy

 

 

 

 


 

Rafał Drabik

Watażkowie z Gwardii Ludowej

 

28 marca mija 70 lat od utworzenia Gwardii Ludowej – zbrojnej organizacji PPR (decyzję antydatowano na 6 stycznia 1942). Przypominamy tekst z dodatku “Triumf komuny” z kwietnia 2009 roku

Gronczewski, Kowalski i Korczyński mordowali żołnierzy AK, BCh i NSZ, chłopów oraz Żydów.

Watażka (z ukraińskiego) oznacza dowódcę watahy, czyli zbrojnej grupy ludzi o charakterze rozbójniczym. Do tego grona z pewnością można zaliczyć bojówki komunizującej Polskiej Partii Robotniczej – Gwardię Ludową.

Mordy, rabunki i podpalenia

Edward Gronczewski, Bolesław Kowalski i Grzegorz Korczyński należeli do elity GL, a po 1944 r. UB. Aktywnie zwalczali podziemie niepodległościowe. Organizowali tzw. grupy pozorowane złożone z dawnych członków ich własnych oddziałów, których celem było mordowanie żołnierzy podziemia. Głównym terenem ich działania była Lubelszczyzna. Z dostępnych materiałów przechowywanych w archiwum IPN wiemy, że działalność tych grup doprowadziła do zniszczenia przynajmniej kilku oddziałów podziemia oraz aresztowania kilkuset osób.

Oprócz tego „pozoranci” mieli za zadanie psuć opinię oddziałom podziemia, dlatego rabunki, podpalenia czy nawet gwałty znaczyły drogi ich przemarszów. Po zaprzestaniu niejawnych działań dowodzili Grupami Operacyjnymi, likwidując (także w skrytobójczych morderstwach) opozycję na terenie całego kraju. Dopiero w chwili, gdy militarna działalność podziemia praktycznie wygasła, stali się niepotrzebni, co więcej, stali się niewygodni, bo za dużo wiedzieli. Wówczas „wykorzystano” ich okupacyjną przeszłość: ich zaangażowanie w walki frakcyjne w GL, liczne morderstwa (zwłaszcza Żydów) i rabunki oraz obecne poparcie dla Gomułki. Postanowiono ich wyeliminować – na początku lat 50. zostali osądzeni i skazani.

Dopiero powrót Gomułki sprawił, że wypuszczono ich z więzienia, a także przywrócono do służby. Ponownie wszyscy trzej sprawowali funkcje kierownicze w MON. Ich poświęcenie dla „władzy ludowej” zostało odpowiednio docenione. Dostawali wysokie wynagrodzenie, luksusowe mieszkania. A po śmierci wszyscy spoczęli w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie, gdzie spoczywają po dziś dzień.

Biogramy trzech towarzyszy

Edward Gronczewski „Przepiórka” urodził się w 1923 r. w Sierpcu, gdzie mieszkał i ukończył szkołę powszechną. W 1940 r. został osadzony w niemieckim obozie pracy, skąd zbiegł. Wiosną 1942 r. trafił na Lubelszczyznę. Tutaj nawiązał kontakty z powstającą PPR i jej „zbrojnym ramieniem” – GL. Przyjął pseudonim Przepiórka. Po kilku miesiącach trafił do oddziału GL „Grzegorza”, czyli Grzegorza Korczyńskiego, w Polsce Ludowej wiceministra bezpieczeństwa publicznego i obrony narodowej.

Szybko awansował, zostając porucznikiem oraz dowódcą własnego oddziału. Po wejściu Armii Czerwonej na tereny Lubelszczyzny Gronczewski, oprócz ponownego awansu (w lipcu 1944 r. został kapitanem, a w grudniu 1944 r. już majorem), zasilił szeregi Milicji Obywatelskiej. Od 1946 r. był oficerem w „ludowym” Wojsku Polskim. W latach 1966 – 1976 pracował w Wojskowym Instytucie Historycznym w Warszawie. Pisał wówczas wspomnienia i artykuły o „bohaterach z GL”. Zmarł w Warszawie 1 stycznia 1976 r.

Bolesław Kowalski (właściwie nazywał się Bolesław Kaźmierak) pochodził z rodziny chłopskiej. Urodził się w 1924 r. w Zakrzówku. Tam ukończył szkołę powszechną. W 1942 r. wstąpił do PPR i GL. Trafił do oddziału W. Skrzypka „Grzybowskiego”, a od lutego 1944 r. dowodził już własnym oddziałem. Po wejściu Sowietów na Lubelszczyznę „Cień” początkowo służył w milicji, jednakże szybko został przeniesiony do wojska, a potem KBW. To wtedy zmienił nazwisko z Kaźmierak na Kowalski. Był to zabieg mający zatuszować jego niechlubną okupacyjną przeszłość. W 1951 r. został aresztowany i skazany na trzy lata więzienia. Pomimo współudziału w mordowaniu Żydów dostał wyrok za „nielegalne posiadanie broni i nadużycie władzy”. Pod koniec lat 50. wrócił do wojska jako oficer Głównego Zarządu Politycznego WP. Dostał także awans na pułkownika. 18 sierpnia 1966 r. umarł nagle w Warszawie.

Grzegorz Korczyński (właściwie nazywał się Stefan Kilanowicz) pochodził z rodziny robotniczej. Urodził się w 1915 r. Już jako 21-letni chłopak trafił do Hiszpanii, gdzie walczył w wojnie domowej w XIII Brygadzie im. Jarosława Dąbrowskiego. W 1939 r. dotarł do Francji, a następnie przedostał się do Polski. Jako „Grzegorz” organizował oddziały GL na Lubelszczyźnie. Szybko utworzył własną frakcję, która walczyła o swoje wpływy w lubelskiej GL. To sprawiło, że został przeniesiony. Po wejściu Sowietów trafił do wojska, w którym pełnił kilka funkcji kierowniczych. W latach 50. był więziony, po uwolnieniu objął stanowisko szefa Zarządu II Sztabu Generalnego WP, a następnie wiceministra obrony narodowej (awansując na stopień generała). W grudniu 1970 r. dowodził pacyfikacją protestujących robotników na Wybrzeżu. Konsekwencją tego (oraz zmian w rządzie) była jego dymisja ze stanowiska i wysłanie do Algierii jako nowego ambasadora. Jednak po kilku miesiącach nagle zmarł. Był najstarszy, ale i najbardziej doświadczony spośród „watażków”.

Skrycie i w biały dzień

Biogramy tych trzech dowódców GL kilkakrotnie skrzyżowały się ze sobą. Pierwszy raz nastąpiło to jesienią i zimą 1942 r. Wówczas to w pow. janowskim miały miejsce wydarzenia, za które w dużej części odpowiada „Grzegorz”, a w których uczestniczyli także „Przepiórka” oraz „Cień”. W tamtejszej PPR doszło wtedy do walk o władzę pomiędzy dwiema frakcjami. Tak się akurat złożyło, że za jedną opowiedziała się w dużej części grupa komunizujących Żydów. Po licznych mordach skrytobójczych zwyciężyła frakcja Korczyńskiego, co było brzemienne w skutki nie tylko dla owej grupy, ale i dla całej społeczności żydowskiej mającej schronienie w podkraśnickich wsiach. Za zgodą Korczyńskiego członkowie jego oddziału mordowali i rabowali ukrywających się nieszczęśników. Według niepełnych danych w mordach tych zginęło ponad 100 Żydów.

Następnym celem gwardzistów były „wsie reakcyjne”, uznane za sprzyjające konspiracji niepodległościowej. Stały się wówczas celem rabunków oraz morderstw. W 1944 r. drogi „watażków” rozeszły się. Każdy z nich otrzymał dowództwo nad swoim oddziałem. Czasem tylko łączyli się, gdy zachodziła jakaś konkretna sytuacja. W ten sposób wszyscy trzej przystąpili samodzielnie do „oczyszczania terenu z reakcji”, czyli z sympatyków AK, BCh i NSZ. I o ile „Grzegorz” (dość szybko przeniesiony na północ Lubelszczyzny) i „Przepiórka” woleli działać skrytobójczo (a to porywając pojedyncze osoby, a to przeprowadzając pojedyncze egzekucje), o tyle „Cień” nie wahał się stosować terroru w „biały dzień”.

Wyjątkiem były wydarzenia z kwietnia 1944 r., kiedy to połączone oddziały „Cienia” i „Przepiórki” zamordowały w Puziowych Dołach 13 mieszkańców Potoka Górnego. Wieś ta była w dużej części opanowana przez konspirację narodową i za to komuniści postanowili ukarać „nieprawomyślnych chłopów”. Kilka dni później oddziały te uczestniczyły w największej potyczce z niepodległościowcami w okresie II wojny światowej – bitwie pod Marynopolem. Kilkugodzinna walka z oddziałem NSZ nie zakończyła się rozstrzygnięciem. Jednakże to „Cień” i jego oddział wzięli sobie bardzo do serca „oczyszczanie z reakcji”. W ciągu kilku miesięcy jego oddział brał udział w kilkudziesięciu akcjach przeciwko polskiemu podziemiu (AK, BCh, NSZ) oraz zwykłym, Bogu ducha winnym, mieszkańcom. Zamordowano w nich ponad 100 osób. Przykładem były wydarzenia z Owczarni z maja (gdzie zginęło 18 AK-owców, a „Cień” osobiście zabił dowódcę oddziału AK) czy Stefanówki z lipca 1944 r. (tam ginie 13 AK-owców). Wymowne jest, że za owe działania dostał nie karę, ale awans.

Rafał Drabik • Rzeczpospolita
Rafał Drabik zajmuje się historią Okręgu Lubelskiego NSZ oraz stosunkami pomiędzy podziemiem niepodległościowym a PPR i GL. Napisał m.in. „Wydarzenia pod Borowem [z 1943r.]. Wymuszona egzekucja, czy zasłużona kara?, Glaukopis nr 1/2003
Poprawiane: wtorek, 11 września 2012 21:38

+Dodaj komentarz